Byłem chory, więc mnie nie było…

No to jestem!Gotowy do wyjścia, czekam na resztę ekipy :) Strasznie długo tu nie zaglądałem, ale miałem swoje powody. Po pierwsze byłem chory na przeokropnego wirusa brzuszkowego, przez którego miałem biegunkę, wymioty, ból brzuszka i ból główki. Mówię Wam, straszne! Absolutnie, nie polecam! Moim choróbskiem zaraziłem też Antka, więc mieliśmy w domu niezłe kokojambo. A jakby tego było mało, to jeszcze ząbkowanie. Jak to się mówi, biednemu wiatr w oczy 😉 Dla całej naszej małej Rodzinki (Mama, Tata, Antek i ja) był to trudny czas i wszystkich nas mocno wykończył. Serio. Powoli wracamy na dobre tory i mamy nadzieję, że od jutra wszystko będzie już dobrze.

Ostatnio pisałem we wtorek, a dziś już niedziela, więc pokrótce opowiem Wam, co się działo przez ostatnie dni. W środę (17.04.13) miałem pójść do przychodni, na dzieci zdrowe, żeby zobaczyć jaki jestem duży i jaki jestem ciężki. Niestety wszystko musiałem odwołać, bo chory przecież pójść nie mogłem. Chociaż przyznam, że trochę mnie kusiło, bo po takich żołądkowych rewolucjach, moja waga wypadłaby bardzo korzystnie 😉 Od środy był z nami w domu Antoś, który się ode mnie zaraził i czuł się tak samo niedobrze jak ja. Żeby mimo choroby, skorzystać z pogody (bo środę było bardzo ciepło i bardzo słonecznie), pojechaliśmy na działkę do Babci Asi. Po całej naszej ciężkiej nocy z milionem przykrych pobudek, dzień na świeżym powietrzu okazał się być świetnym pomysłem i nasze brzuszki były szczęśliwe aż do wieczora… w nocy i następnego dnia, znów było ciężko.

Czwartek był chyba najtrudniejszy. Musiałem odwołać moje zajęcia w Skarszewach, co bardzo mnie zasmuciło, ale nie było rady. Oboje z Antosiem czuliśmy się fatalnie.

Staś kotek był chory i leżał w łóżeczku...

Staś kotek był chory i leżał w łóżeczku…

Po południu pojechałem z Tatą na kolejną kontrolę do neurologa, do dr Mazurkiewicz. Póki co, nadal nie wiadomo, czym dokładnie są moje ataki. Z jednej strony EEG wychodzi pięknie, z drugiej, takie napady , nie są niczym normalnym. Będę więc pod stałą obserwacją i tyle. Następną wizytę mam we wrześniu i do tego czasu mam zwolnienie ze wszystkich szczepień.

Kolejny dzień, czyli piątek (19.04.13). Normalnie bym się strasznie cieszył, że już jest weekend, ale teraz tego wolnego mam aż za dużo, a wypoczęty wcale nie jestem. Jednak takie chorowanie ma swoje dobre strony, bo można spędzić trochę czasu z Bratem. Normalnie, w tygodniu, kiedy Antek jest w przedszkolu, a ja na ćwiczeniach, nie mamy zbyt wiele czasu dla siebie, a teraz… miodzio. Możemy nawet mieć wspólną drzemkę 🙂

No i zaczął się prawdziwy weekend. Zaczynamy od odkurzania. To znaczy Tata odkurza, a ja podążam w ślad za odkurzaczem. Czuję się wtedy jak najprawdziwsza gwiazda… wiatr we włosach i te sprawy 😉

Moje ząbkowanie wykańcza wszystkich po kolei. Kiedy coś mnie boli, robię duży hałas, aby dać innym znać, że jest mi źle. Mówić jeszcze nie umiem, więc palec w buzi, krzyk i łzy, to jedyny sposób w jaki mogę pokazać Rodzicom, że dziąsełka okropnie mnie bolą i że bardzo potrzebuję ich pomocy. Bobodent, czopek, gryzak, masaż, hasco-sept… wszystko naraz, wszystko po kolei, boli nadal. Jedziemy do Babci w poszukiwaniu ciszy dla Rodziców. Może jak Babcia na chwilę przejmie mnie i Antka, Rodzicom uda się choć troszkę zrestartować?

Jest niedziela i chyba jest dobrze…

Choroba (mam nadzieję) opuściła nas na dobre. Wczoraj było już całkiem nieźle, a dziś jest super. Rewolucje żołądkowe są już za nami, dokucza tylko moje ząbkowanie. Wspominałem, że dzięki chorobie, mogę więcej czasu spędzić z Bratem i… aaaa, muszę Wam się pochwalić, jak ten mój Brat jest fajny. Siedzę sobie w foteliku w kuchni. Razem ze mną w kuchni jest Antoś. Płaczę sobie trochę, bo dziąsełka mnie bolą, a poza tym uznałem, że nadeszła najwyższa chwila, aby zjeść drugie śniadanie. Mama chwilowo nie może podejść, ale jest mój Antek, więc jest dobrze. Dzieje się to po raz pierwszy, więc naprawdę jestem zdumiony i oczarowany. Antek wyjmuje z szafki jogurt, otwiera, podsuwa taboret do umytych naczyń, sięga po łyżeczkę, przesuwa taboret do mojego fotelika, gramoli się na niego i zaczyna mnie karmić… wow 🙂

Korzystając z pięknej (słonecznej, ale dość zimnej) pogody i z tego, że jesteśmy w komplecie (Mama, Tata, Antek, ja) wychodzimy na spacerek. Nasza ulubiona miejscówka to cmentarz.

Jutro zaczyna się nowy tydzień… zbieramy więc siły i liczymy na to, że będzie lepszy od tego, który właśnie się kończy. Trzymajcie kciuki!

PS A tak w ogóle, to przydałyby się nam małe wakacje… macie jakieś pomysły?


Wpis “Byłem chory, więc mnie nie było…” został skomentowany 8 razy

  1. Może zrobicie najazd na Mikołajki? Też jestem świeżym rekonwalescentem po szpitalu, to może w kupie będzie raźniej dochodzić do siebie?;)

    • Bardzo Ci dziękuję Antosiu za zaproszenie! Na pewno skorzystam! Cieszę się, że się poznamy i wspólnie troszkę poleniuszkujemy, poszalejemy i pogadamy! Super!

  2. Małe wakacje? Zapraszamy do Serocka – oferujemy świeże powietrze, grilla, spacer nad jezioro, zabawy z przesympatyczną trójką przedszkolaków, domowe kino (fillmy z projektora), a gdyby brakowało miejskich wrażeń, to kolejką (ok. 35 minut) można przejechać się do miasta na literę B. (Bydgoszcz). Zapraszamy 🙂

  3. Brawo Stasiek próbujesz wstawac bez podtrzymywania!!!!! Ekstra i brawa dla Antka jest super bratem i wspaniale Cię karmi!!! Brawo chłopaczki :*** Buziaczki Amelka;)

    • Hej Amelko! Dzięki za uznanie 🙂 Brata mam super, wiem o tym doskonale i mam nadzieję, że i on wie, że ma fajnego młodszego braciszka.
      Muszę Ci powiedzieć, że piękna z Ciebie dziewczynka. Taka duża urosłaś i taką masz wspaniałą kiteczkę i jeszcze te ciemne oczyska… wyglądasz jak prawdziwa, duża dziewczynka, a nie jak dzidziuś (mi się ciągle wydaje, że mimo że jestem już prawie dorosły, wyglądam trochę jak dzidzia).
      Buziaki Amelko! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *