O niedzielnych odwiedzinach i poniedziałkowych Skarszewach

Nie będę już się chwalić! Ostatnio się pochwaliłem, że tak pięknie śpię i co? I Mama wszystko zepsuła. Spałem sobie smacznie i nagle się zbudziłem. Tata mnie utulał i położył w łóżku Rodziców. Znów sobie smacznie spałem, aż tu nagle budzi mnie Mama i zaczyna… ratować! Nie, nic mi nie dolegało…, ale Mamie się przyśniło (jest zupełnie „loco koko”), że się krztuszę. No i tak mnie uratowała, że się obudziłem i nie mogłem zasnąć, a razem ze mną nie spali też Rodzice. Ale to było dawno, tzn z soboty na niedzielę. Kolejną noc (z niedzieli na poniedziałek) znów pięknie przespałem i pełen energii obudziłem się w poniedziałek, czyli dziś. Ale zanim o dzisiaj, zobaczcie, co robiłem wczoraj…

Wczoraj byłem z Antkiem i Rodzicami u małej Malwinki (mniejszej nawet ode mnie), dużej Blanki (takiej jak Antek), Cioci Ani i Wujka Michałka. Muszę Wam powiedzieć, że bardzo lubię dzieci, a Malwinka jest strasznie fajna! Jak tylko ją zobaczyłem, szybko przyczworakowałem, czarowałem ją swoim uśmiechem i dotykałem. Niesamowite małe bobo 🙂

No, a dzisiaj, jak to w poniedziałek… czas na Skarszewy.Droga do SkarszewZaczynam od zajęć grupowych prowadzonych metodą Weroniki Sherborne. Zamiast p. Ani, zajęcia prowadzi dziś p. Kasia, czyli ta, która zawsze wymyśla dla mnie strasznie fajne, ciekawe i rozwijające zabawy. Niestety zajęcia są dziś bardziej indywidualne niż grupowe, bo oprócz mnie jest tylko Agatka. Ale i tak jest fajnie! Kogo nie ma, niech żałuje!

Kolejne zajęcia to masaż u p. Emilki. Mamę niepokoi, że ostatnio opuszczam nieco żuchwę i wystawiam trochę języczek. Może to od tych wychodzących zębów?

Na koniec mam zajęcia u p. Sylwii (żony prawdziwego Strażaka). W czasie zajęć poluję na piłki i kulki, które uciekają po misce, bawię się szeleszczącą, błyszczącą folią ratunkową, no i wreszcie pani włącza moje ulubione, zaczarowane światełka – bąbelkową tubę i makarony.

Po zajęciach u p. Sylwii, powinienem mieć przerwę, a potem rehabilitację z p. Anią. Niestety pani nie ma, więc po owocowej przekąsce pakuję się z Mamą i jedziemy po Antośka do przedszkola.

A tak wyglądały moje dzisiejsze zajęcia:


Wpis “O niedzielnych odwiedzinach i poniedziałkowych Skarszewach” został skomentowany 6 razy

  1. A my miałyśmy zupełnie zwykły poniedziałek, może poza wizytą na poczcie na dworcu PKP i zakupem soczku z „piciowej maszyny”. Fajnie patrzeć jak się rozwijasz, jak rodzice o Ciebie walczą. Opowiadam o Was ludziom, niesiecie tyle ciepła i dobrej energii.

    • O! Dworce PKP są fajne, bo mają wielkie pociągi. A piciowa maszyna też musi być super! Zwłaszcza jak daje soczki. Ja soczków nie piję, ale domyślam się, że muszą być pyszniutkie.
      Cieszę się bardzo, że opowiadacie o mnie innym. Im więcej ludzi mnie pozna, tym więcej się dowie i zrozumie, że dziecko z zespołem jest takie fajne i kochane, jak każde inne 🙂

      Pozdrawiam!

  2. Trzymamy mocno kciuki za rozwój Stasia, podziwiamy bardzo Mamę za … wszystko 🙂 i zgadzamy się z tym co Mama napisala w odpowiedzi na komentarz z 9 kwietnia. Pozdrawiamy!
    P.S. Może przyjedziemy na wakacje do Skaryszew to się kiedyś z Wami spotkamy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *