Zaspany jeździec, czyli dopadło mnie zmęczenie

Dziś jest przedostatni dzień turnusu. Tęsknię za domem, za Tatą, za swoim pokojem i odpoczynkiem. Ale dam radę! Już niedługo 🙂

Zgodnie z obietnicą zaczynam naukę „takie same”. Nie jest to łatwe, ale z pomocą p. Kasi i Mamy wkrótce to ogarnę. Na początku pani pedagog pokazuje mi dwie takie same, kolorowe piłki. Nazywa przedmioty i mówi, że są takie same. Potem dochodzi trzecia – „inna”. Ta piłka jest żółta i nie pasuje do pozostałych. Kolejno wkraczają do akcji kubki, klocki, łyżki, woreczki i rękawiczki. Zawsze oglądam najpierw pasującą do siebie parę, a potem przychodzi niepasująca. Pani Kasia kilka razy powtarza mi co pasuje, a co nie i tak z każdą trójką. Po przerobieniu wszystkich przedmiotów, zaczynamy od początku. Znów „takie same” piłki i jedna „inna”. Teraz dostaję jedną z pary i muszę pokazać, która z dwóch pozostałych pasuje do mojej. Jeszcze nie wiem, ale jak przypadkiem uda mi się trafić, dostaję wielkie brawa i bardzo jestem wtedy zadowolony.

Pani Kasia dużo mnie chwali. Okazało się, że niestety chyba trochę za dużo. Bo p. Kasia zapomniała, że jestem już taaaki duży, że prawie dorosły. Myślała, że mam 14 miesięcy, a tymczasem od sześciu dni, ja mam już 1,5 roku. Trochę mnie to zmartwiło, bo myślałem, że wielki ze mnie zdolniacha, a tu guzik. No nic. Turnus się kończy, trochę wypocznę i na pewno zaraz (albo za dwa) wszystko będę umiał.

Drugie zajęcia mam z logopedą. Dalej uczę się dmuchać. Ćwiczenie na piórkach bardzo mi się podoba 🙂 Mama tymczasem dalej myszkuje w poszukiwaniu dla mnie zadań do nauki rozumienie i mówienia.

Po raz trzeci muszę zrezygnować z zajęć w Sali Doświadczania Świata. Bardzo mi ich szkoda, ale nie mam wyboru. Jeśli chcę jechać na koniku (a bardzo chcę!), to muszę wyruszyć już teraz.

Wracamy do Skarszew…Droga do Skarszew …i maszeruję na rehabilitację z p. Gosią.

I już ostatnie zajęcia – hydroterapia z p. Justyną. Wchodzę zmęczony, zgrzany i zapłakany, ale p. Justyna szybko mnie rozwesela i najchętniej zostałbym tu na zawsze 🙂HydroterapiaJuż po zajęciach…

Mama zabiera mnie na spacer. Na ogół zasypiam po kilku minutach. Ale dzisiaj coś nie mogę. Nie zabraliśmy gryzaka, a dziąsełka bolą, na dworze gorąco, jak w piecu, a poza tym wyspałem się podczas hipoterapii. Robię z Mamą duże kółko, ale nadal nie śpię. Wracamy po gryzaka patykowego i bobodent i idziemy jeszcze raz. Udaje mi się zasnąć. Obym przespał cały ten ukrop.

Śpię sobie smacznie, a Mama idzie po Antka do przedszkola. Dzisiaj szybciej go odbiera, bo on mocno tęskni. Po obiadku zazwyczaj idziemy na spacer, ale teraz pogoda jest taka męcząca, że nawet mój Brat poległ i zasnął na podłodze. Mama przekłada go na materac, a mnie idzie wykąpać. Jestem zgrzany i mokry, dobrze mi ta kąpiel zrobi. No i zrobiła aż za dobrze 🙂 Od tej kąpieli złapałem mnóstwo energii. Biegam na czworakach z jednego kąta w drugi, siedzę i rzucam się znienacka do tyłu, żeby ktoś mnie łapał, wstaję, siadam, śmieję się na całego, wariuję!

Na dwór wychodzimy dopiero wieczorem. Wiatr przegnał ukrop. Teraz jest bardzo przyjemnie. Zaczynam od wspinaczki po schodach…

Kolejną atrakcją jest piaskownica, z której wychodzę tak jakoś niefortunnie, że ląduję na buzi i…

...wygląda na to, że pod prawym okiem mam limo.

…wygląda na to, że pod prawym okiem mam limo.

Ale to wcale mnie nie zniechęca do dalszej zabawy…

Na placu są też ze mną dwa Antosie – mój Brat i mój Przyjaciel, oraz Julia, no i nasze mamy.


Wpis “Zaspany jeździec, czyli dopadło mnie zmęczenie” został skomentowany 11 razy

  1. Aneta. Julia to moja córka. Najwspanialsza na świecie Córka. To siostra mojego Antosia. Antoś to mój Syn. Ja Antosia kocham nad życie. Antoś to nie Antoś. Antoś to ja. Ja to Antoś. A Antoś to Przyjaciel Staszka. Prawdziwy.

  2. Hej Stasiu! Ja, mały Tomek strasznie zazdroszczę Ci tych Skarszew. Od kilku dni podczytujemy Cię z moją Mamą i wyjść z podziwu nie możemy. Ty taki kochany, Mama uśmiechnięta i pełna energii, świat taki kolorowy na Twoim blogu.

    Moja Mama nie może się nadziwić jak to zrobiła Twoja Mama, że korzystacie z rehabilitacji w tylu ośrodkach. My jak chcieliśmy się zapisać do drugiego OWI to nam kazali podpisać oświadczenie, że nie będziemy chodzić już nigdzie indziej, tyko do nich. A jakby się nam przypadkiem przydarzyło- to za zajęcia musielibyśmy płacić. I nam się smutno zrobiło, że nas tak ograniczają i jak zwykle wszytko inne jest ważniejsze od mojego zdrowia. Mama podpisała i zaraz z zajęć zrezygnowała, bo stare OWI mimo tego, że mniejsze to fajniejsze.

    Trzymaj się ciepło.

    Tomuszek- Klocuszek

    • Hej Tomku,
      Moja Mama mówi, że w Trójmieście można korzystać c kilku różnych miejsc, byle nie tego samego dnia. Jeżdżę więc do OWI w Gdyni i OWI w Gdańsku, ale nie mam tu zbyt dużo zajęć. Dużo zajęć mam w Skarszewach, które są finansowane m.in przez PFRON. Dojazd tu zajmuje mi 1h w jedną stronę, ale warto 🙂
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *