Jak psu micha…

Wiem, wiem. Pierwsze, co Wam przychodzi do głowy, to… „O nie, znowu będzie o jedzeniu. Ale nudy! Ile można?”. Nie musicie się jednak martwić. Tym razem, przede wszystkim, opowiem Wam o wizycie w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Temat jedzenia tylko liznę.

Rano zjadam na śniadanie jogurt malinowy Jogobella, z dodanymi do niego kilkoma łyżeczkami naturalnego Bio Jogurtu Milbone. Mamy pewien problem ze zmianą proporcji, ponieważ te dwa jogurty różnią się od siebie… wszystkim. Smakiem, zapachem, kolorem, a nawet konsystencją. Jeśli stosunek naturalnego do malinowego będzie zbyt duży, to po prostu się zorientuję i nici z jedzenia. Przydałby się nam, łatwo dostępny malinowy zamiennik, z dobrym składem. Jeśli możecie, polećcie mi coś, bo na „Czytaj skład” nie możemy znaleźć takiego porównania.

Po śniadaniu, jadę z Mamą do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Chcemy załatwić odroczenie, abym we wrześniu nie musiał iść do pierwszej klasy. Nie ma co się spieszyć do tego miodu. Poza tym, mamy taki plan, aby razem, jedną paczką pójść do tej samej szkoły i klasy, a żeby znaleźć odpowiednie miejsce i odpowiednich ludzi, oprócz chęci, potrzebny jest czas.Trzymając Mamę za rękę, wchodzę do gabinetu pedagoga. Jestem dziś wyjątkowo nieśmiały, także na podanie ręki, czy przedstawienie się, nie ma co liczyć. Siadam do stolika i powoli zabieram się do przygotowanych przez panią zadań. Najpierw buduję wieże z klocków, zgodnie z podanymi przykładami. Odwzorowuję kolejne budowle, ale co jakiś czas, kiedy pojawia się trudniejszy wzór, mówię do pani: „To jest za trudne!”, „Nie dam rady!”, „O Jezu, jakie trudne!”. A potem, kiedy mam już dość, mówię: „Już wystarczy.”

Kończę budowanie z klocków i zabieram się za kolejne zadania. Muszę:

  • wskazać na obrazku, co leży „na”, co „pod”, co „obok”, co „za”,
  • policzyć kropki,
  • pokazać prawą rękę i prawe oko,
  • wskazać, która z piłek na obrazku jest po prawej stronie,
  • wskazać flagę Polski i powiedzieć z jakich kolorów się składa (to łatwe),
  • pokazać godło Polski i powiedzieć, co się na nim znajduje (to łatwe),
  • wskazać flagę Unii Europejskiej (trochę trudne),
  • odpowiedzieć, czego nie wolno robić na przedstawiającym kucającego psa obrazku (odpowiadam, że nie wolno robić kupy),
  • odpowiedzieć, co nakazuje obrazek przedstawiający osobę wrzucającą papierek do śmietnika (mówię, że trzeba sprzątać),
  • wymienić dni tygodnia (wyliczam je bez problemu, ale gubię się, kiedy mam powiedzieć, jaki dzień był wczoraj, albo, co będzie jutro – „Wczoraj był poniedziałek, to dzisiaj jest, co?” – pyta pani, a ja zamiast „wtorek”, odpowiadam „grudzień”, jakbym kompletnie nic nie kumał),
  • odpowiedzieć na kilka trudnych pytań: „W jakim mieście mieszkasz?” („W Europie”), „Na jakiej ulicy?” („Nie wiem”), „Ile masz lat”? (pokazuję na palcach), „Jak mama ma na imię?” („Karolina”), „Co mama robi w pracy?” (odpowiadam wymyślonym na poczekaniu żartem: „Sprząta zegary”), „A co robi Tata?” (było zabawnie, to ciągnę to dalej: „Tata sprząta okulary”), „Co mówimy, gdy widzimy sąsiada?”  („przywitać”), „A jak zrobimy komuś przykrość?” („przepraszam”), „A jak ktoś, by coś Ci zabrał, to co powiesz?” (w sumie to nie wiem, więc zmieniam temat i mówię, że: „Trzeba kupić cztery buty dla Figi, żeby mogła pójść do przedszkola, do sali.”),
  • odpowiedzieć, które słowa zaczynają się tak samo (krowa, krawat, buty; okno, dom, okręt – według mnie statek widmo, a nie żaden tam okręt; spodnie, pasek, paczka). To zadanie jest trudne i udzielam na nie jakiś przypadkowych odpowiedzi,
  • rozpoznać litery – nie rozpoznaję żadnej z pokazanych spółgłosek, bo uczę się czytać sylabami,
  • wskazać, czego brakuje na obrazku (spodni, łapy, rury od odkurzacza, guzika w pilocie, nogi),
  • opisać emocje towarzyszące postaciom na obrazkach. Pani pedagog pyta: „Co czuje ta pani?”, „Że nie je kupy” – odpowiadam zadowolony (to chyba musi być „ulga”, prawda?),
  • nazwać i przerysować figury geometryczne – koło, kwadrat, trójkąt, coś jakby cukierka (trójkąt, koło, trójkąt) i okno,
  • połączyć kropki,
  • znaleźć drogę przez różne labirynty,
  • połączyć obrazki, które się rymują (zupełnie mi to nie idzie, choć w Skarszewach robię to bez problemu).

Strasznie dużo pracy! Okropnie się zmęczyłem. Między zadaniami, ok 11:35, robię sobie przerwę i siadam wykończony pod stołem. Nie chcę już współpracować. W końcu zmieniam jednak zdanie i wracam do stolika, aby skończyć to, co zacząłem.

Ostatnie zadanie, to dokończenie obrazka. Najpierw siedzę zmęczony i obrażony, a potem, kiedy zabieram się za moją pracę, nie mogę przestać. Dorysowałem to, czego brakowało, pokolorowałem, a dodatkowo narysowałem bardzo dużo rzeczy z własnej inicjatywy. Wyszło pięknie! Mama martwi się, czy to, co pokazałem i to, czego nie pokazałem, to, co powiedziałem i to, czego nie powiedziałem, to, co przyszło mi łatwo, i to, co przyszło mi z wielkim trudem, wystarczy żeby mnie odroczyć, ale okazuje się, że nie ma, czym się martwić. W przypadku dzieci niepełnosprawnych, nikt nie pcha ich na siłę do szkoły, a odroczenie należy się nam jak psu micha.

Po badaniu, jadę do przedszkola. Niestety, dzieci są już po obiedzie, także nie mam okazji, do mieszania, ugniatania i ewentualnego próbowania przedszkolnego posiłku.

Z przedszkola odbiera nas (mnie i Marysię) Babcia Bożenka. Bardzo to lubię i cieszę się ogromnie, że po nas przyjechała. Do domu wracamy autobusem, także same atrakcje.

W domu zjadam naleśniki ze słoika, a zaraz potem kaszkę na kozim mleku. Babcia proponuje mi też malinkę. Daje mi ją do powąchania i mówi, że to taka malinka, jak w moim jogurciku. Chciałaby żebym ją zgniótł, ale to dość okropna propozycja. Jest za miękka, zbyt soczysta, zbyt brudząca, żeby tak się nią bawić. Babcia otwiera dla mnie malinkę, żebym mógł zajrzeć do środka, a może nawet dotknąć, ale szybko ją zamykam. Nie mogę patrzeć na jej wnętrzności!

Na wieczór zamawiam bajkę i popcorn. Mama pyta, czy będę go jadł, ale nie… „Będę dotykał” – deklaruję. I faktycznie dotykam. Wszyscy jedzą popcorn, a ja? Samym dotykaniem, chyba się nie najem. Popcornu nie chcę jednak próbować, ani nawet dotykać językiem. Zamawiam kaszkę. Tata rozrabia ją z mlekiem prosto od krowy. Po zjedzeniu, proszę o dokładkę. Między jedną, a drugą porcją jest jednak zbyt krótki odstęp czasu i od razu wyczuwam, że coś tu się nie zgadza. Kaszka, którą zjadłem przed chwilą, miała zupełnie inny smak i zapach. Próbuję zrobioną przez Tatę, dokładkę na kozim mleku, z dodatkiem amarantusa, ale mi nie smakuje. Może znajdzie się na nią jakiś inny chętny. Może to będzie Tata, skoro sami ją tak zepsuł? Ja w każdym razie, na pewno jej nie zjem.


Jeden komentarz do wpisu “Jak psu micha…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *