Czasem jest tak trudno, że trzeba płakać

Na śniadanie dostaję porcję jogurtu truskawkowego złożoną z Jogobelli i Milbone. Kiedy zastaję ją na stole, od razu jestem na „nie”. Sam chciałem wybrać, wyjąć z lodówki, kontrolować. Sam chciałem zdecydować, jak za starych, dobrych czasów. Jest mi okropnie smutno. Tak smutno, że muszę płakać. To jeden z tych momentów, kiedy zastanawiamy się, czy ten cały trud ma sens, czy warto się tak męczyć, czy nie lepiej było zostawić wszystko, tak jak było.Jednak, jak to ze mną bywa, po jakimś czasie zmieniam zdanie i zadowolony siadam do jedzenia. Jogurt mi smakuje, jednak nie wyskrobuję miski do zera. Mam wrażenie, że im bliżej dna, tym smak jakiś taki mniej znany, jakby oszukany. Ale czy to możliwe, żeby ktoś mnie tu oszukiwał?Kiedy ja się tu tak trudzę i walczę z wewnętrzną blokadą, Mania zajada na śniadanie awokado.Pod wieloma względami jesteśmy do siebie podobni. Lubimy te same zabawy, bajki i książeczki. Lubimy tańczyć, śpiewać i słuchać muzyki. Lubimy bawić się w piasku, w wodzie i błocie. Lubimy gotować i robić bałagan. Jednak jeśli chodzi o jedzenie, nie mogliśmy się bardziej różnić. Marysia zje wszystko, każda nowość jest dla niej wielką atrakcją. Uwielbia próbować i eksperymentować. Ja lubię jeść tylko to, co dobrze znam.

Do Wielkiej Przygody zabieram banany i naleśniki. Mimo, że żółte obiadki wróciły już do jadłospisu, w przedszkolu wolę dostawać obiadek przedszkolny. Nie jem go co prawda, ale ugniatanie, wąchanie i udawanie też jest fajne.

Dzisiaj mamy z Manią dobry dzień. Mama odbiera nas z przedszkola i przywozi ze sobą to, co lubimy najbardziej. Dla Marysi jest bułka mysz, a dla mnie duże, żółte banany. Bardzo, bardzo się cieszę, że nie przywiozła tych małych, że ze spokojem mogę zjeść to, na co mam ochotę.

Tak się najadłem tymi bananami, że po powrocie do domu nie jestem właściwie głodny. Zmieniam jednak zdanie, kiedy w progu pojawia się Kukasz. Przyjechał właśnie na ćwiczenia. Zostawiam go pod opieką Marysi i Antosia, a sam biorę się za obiadek i serek. Dzisiaj nie ma czasu na eksperymenty, także Mama nie dorzuca mi niczego do mojej miseczki. Ufff.

Na kolację jest kaszka na mleku prosto od krowy. Kaszka z „krombkami”. Żeby nie było, że oczy widzą, a sercu żal, Mama zasłania w kuchni okna. Dzięki temu, takie drobiazgi jak ciemniejsze okruszki w kaszce, nie są tak bardzo widoczne. Kolacja jest wyjątkowo dobra, także chwalę Mamę za to dzieło. 1/3 kaszki „7 zbóż” na 2/3 owsianki to zestaw idealny.A teraz lecę już spać, bo jutro muszę być wcześniej w przedszkolu. Razem z grupą tygrysków i moich sów oczywiście, jedziemy na wycieczkę do Pierszewa! Bardzo się na nią cieszę.


Wpis “Czasem jest tak trudno, że trzeba płakać” został skomentowany 5 razy

  1. Witam polecam przemyslenie czy na pewno jogurt owocowy to dobry pomysl. Tam jest tyle cukru sama chemia. Nie lepiej jogurt naturalny poczaczony z rozdrobnionymi świeżymi owocami? Pozdrawiam A. Białas

  2. To wprost niewiarygodne, że dziecko może mieć, aż taką blokadę. Wyobrażam sobie, jakie do trudne i dla Staszka i dla rodziców.

  3. Ciężko w to uwierzyć ale niejadki zmieniają swoje upodobania. Potem będzie chłopcem, którego trzeba gonić z kuchni bo zjada co się do zjedzenia nadaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *