Duchowe świętowanie i pomocna Helpa

Wstajemy wcześnie rano, jak to w weekend. Nie budzimy, co prawda Rodziców, jednak czujne ucho Taty wszystko usłyszy. Wstaje więc, schodzi do kuchni, a tam ja… próbuję samodzielnie zażyć euthyrox. Jakby mi się udało, to potem samodzielnie wybrałbym i zjadł swoje śniadanko, a tak… wszystko przepadło.

Po chwili, w kuchni pojawia się też Mama. Dzisiaj, po nabożeństwie, na które się wybieramy, jest RUAH Fest, czyli festyn z okazji dnia Zesłania Ducha Świętego. To dobry moment, żeby dzielić się dobrem, dlatego szykujemy bardzo dobre ciasto. Mama odmierza i podaje wszystkie potrzebne składniki, a Maryśka i ja, wrzucamy je do miski i mieszamy. Jak widać, Marysia …Przeczytaj cały wpis

Jedne śpiochy planują, drugie śpiochy szykują!

Kiedy wczoraj wieczorem Mama planowała moje dzisiejsze śniadanie, Tata już spał. Kiedy Tata szykował dzisiejsze śniadanie, Mama jeszcze spała. W związku z tym, zamiast zapowiadanego jogurtu truskawkowego Milbone, dostaję i zjadam malinową Jogobellę z dodatkiem trzech kopiastych łyżeczek Bio Jogurtu Milbone i odjętymi trzema jogobellowymi.

Po śniadaniu, kiedy Mama dalej śpi, razem z Tatą, Marysią, Antosiem i Figą, idziemy na spacer. Po drodze zbieramy dla Mamy dwa bukiety polnych kwiatów. Jeden duży będzie ode mnie i Marysi……a drugi mały, od Antosia. Antoś zanosi go Mamie, razem z przygotowanym przez siebie śniadaniem, prosto do łóżka.Śniadanie zjedzone, Figa wyprowadzona nawet dwa razy, możemy iść. Dokąd? Poprowadzeni anielskim głosem pani Agnieszki, jedziemy na niezwykłe spotkanie w jednym z gdańskich kościołów. Odwiedzamy miejsce, gdzie ludzie cieszą się życiem, gdzie jest się blisko tego, co najważniejsze i Tego, który jest najważniejszy.

Jest radość. Jest Radość Życia. Bardzo nam się tu podoba.Wiecie co? Nie widziałem pani Agnieszki… chyba od kilku lat! Ale od razu ją rozpoznaję i witam jak starego przyjaciela. Cieszę się, że znów będziemy razem.
Po nabożeństwie jest czas na wspólne rozmowy, zjedzenie ciasta, czy napicie się czegoś. Ja też zgłodniałem! Jednak nic z tego, co oferują w tutejszej kawiarence, nie nadaje się do jedzenia. Nie mają naleśników w słoiku, jogurtów Jogobella, serków i bananów. Na szczęście, w samochodzie mam swoje zapasy.

Wiecie, że do tego, żeby się pożywić, potrzebuję konkretnych produktów i konkretnych naczyń. Ale to nie wszystko. W kawiarence jest dość ciasno, a mi potrzebne jest miejsce… i to nie byle jakie! Potrzebuję stolika, który stoi w odpowiednim miejscu, na którym nie leżą cudze rzeczy, przy którym nie siedzi nikt obcy. Dopóki takie miejsce się nie znajduje, kucam smutny na podłodze. Kucam i czekam. W końcu miejsce się zwalnia. Mama odsuwa okruszki, które bardzo mi przeszkadzają, a ja, siedząc na jej kolanach, zaczynam jeść moje naleśniki. Mamy ze sobą amarantusa, ale za dużo dzieje się dookoła, żeby modyfikować moje jedzenie.

Wychodzimy z kawiarenki i lecimy na kolejne spotkanie. Tym razem, przy urnie wyborczej. Pomagam Mamie oddać jej głos, a potem zmieniamy Tatę, siedzącego w samochodzie z Antosiem i śpiącą Marysią. Tyle już się wydarzyło, ale to jeszcze nie koniec. Dzisiaj jest Dzień Mamy, nie tylko mojej, ale wszystkich mam na świecie. A to oznacza, że także mamy mojego Taty, czyli Babci Bożenki i mamy mojej Mamy – Babci Asi.

Rodzice chcieli pójść razem odwiedzić swoją wspólną Mamę Bożenkę, ale niestety Mania nadal śpi, więc Tata leci złożyć życzenia sam, a Mama zostaje z nami. Pamiętacie te małe banany, które były z nami wczoraj na pikniku? Te, których nie chciałem ani wczoraj, ani przedwczoraj? Są z nami w samochodzie i właśnie przyszła mi na nie ochota. Skórkę mają trochę siną, jakby były poobijane, a w środku kryje się miodowożółty, miękki miąższ o intensywnym słodkim smaku i zapachu. Już mi przeszła na nie ochota, ale Mama namawia żebym jednak spróbował. Nie robi tego natarczywie, nie zmusza, nie spina się, ani nie denerwuje. Po prostu proponuje, a ja… znów zmieniam zdanie. Zjadam obydwa.Jedziemy do Babci Asi. Choć na stole same pyszności, niczego nie chcę spróbować. Ani makaronu, ani grillowanej kiełbaski, ani karkówki, ani chlebka, ani sałatki, ani zapiekanych szparagów, ani ciasta, ani truskawek, ani borówek. Za to zjadam drugi słoik naleśników zupełnie nieświadomy tego, że znajduje się w nim szczypta kuleczek amarantusa (około dziesięciu sztuk).Po powrocie do domu mam wielką ochotę na… bajkę na dobranoc. Ale żeby była bajka, to trzeba u nas spełnić kilka warunków:

  • zjeść kolację (zjadam kaszkę zrobioną na kozim mleku),
  • umyć zęby,
  • umyć się,
  • ubrać piżamkę,
  • zrobić siusiu,
  • umyć ręce
  • i wskoczyć do łóżka.

Wszystkie warunki spełnione, także oglądamy… „W głowie się nie mieści.” Miłego wieczoru! Dobranoc Wam!