Hahaha! Mama już Wam wszystko wygadała na facebooku… bla, bla, bla, bla, bla…, więc chyba niczym Was nie zaskoczę, no ale mimo wszystko spróbuję. Ostatecznie nie wszyscy mają „fejsa”, a poza tym mam coś w zanadrzu (ale dziwne słowo!). Jak dotrwacie do końca, to się dowiecie, co konkretnie.
Zanim przejdę do najważniejszego, powiem Wam że najważniejsze miało być zupełnie coś innego – ta niespodzianka, która była dzisiaj w Skarszewach. No ale… nieskromnie Wam wyznam, przebiłem ją ze 100 razy.
To teraz od początku. Jak w każdy poniedziałek jadę do Skarszew, jak w co drugi, zajeżdżam po Mateuszka. Wstaję straszliwie wcześnie, siadam na nocnik, myję się, ubieram, połykam (choć niechętnie) euthyrox, czekam na śniadanie (aż pół godziny!), zjadam i jestem gotowy do drogi. Między czasie szykuje się Mama i Antoś, i w trójkę ruszamy. Odstawiamy Antosia do przedszkola i kierujemy się w stronę Moreny. Zgarniamy ekipę i jedziemy!Lalala… zaczynam od muzyki.
A po muzyce idę do p. Kasi żeby poćwiczyć kolory, a właściwie jeden – żółty. I z tym kolorem robię wszystko – oglądam żółte, dotykowe obrazki w książce, oglądam żółte przedmioty z żółtej miski, oglądam zdjęcia z żółtymi przedmiotami, wyklejam kolorowankę z bananem żółtą bibułą, przewlekam żółty sznurek przez żółtego banana, robię bananowego szaszłyka i zbijam kręgle żółtą piłką.
Powiem Wam, że z tym wyklejanym bananem to radzę sobie jak zawodowiec. Widzę gdzie są kontury mojego banana i staram się nie wyjeżdżać za nie klejem, a kiedy przyklejam już bibułę, to też w środku banana 🙂
Od p. Kasi idę do p. Sylwii do Sali Doświadczania Świata. Dzisiaj ćwiczę moją rączkę. Wrzucam szklane kulki do butelki, grzebię w kamykach, w kaszy i w piasku, lepię placki z masy solnej… uwielbiam takie zabawy!
- Zabawa w kamykach…
- …w kaszy gryczanej…
- …i w piórkach.
- I jeszcze lepienie z masy solnej…
- …i próba odlepienia jej od rączek.
Uwaga, uwaga! Czas na nowość! Mówiłem Wam, że od poniedziałku będę miał coś całkiem nowego. Takiego nowego, że zupełnie nigdzie, ale to nigdzie, przenigdzie nie ma czegoś takiego. Zabrali mi rehabilitację i hipoterapię, ale w zamian za to dostałem p. Magdę i Wiejski Zakątek – a w nim sześć królików (niestety same dziewczynki, a gdyby był jakiś chłopak, to później każdy z nas może mógłby dostać na Wielkanoc swojego własnego królika), dwie owce, kucyk (którego jeszcze nie ma), ryby (których jeszcze nie ma, ale które p. Mateusz już dokarmia) i mnóstwo zielska (to ten czyn społeczny, który miał miejsce z dwa tygodnie temu, kiedy to Mama wpadła butem w błoto) i różne nasionka. I chyba tyle 🙂 Z owcami już się zaprzyjaźniłem. Nie chciałem ich karmić, bo siano jest niemiłe w dotyku i samych owiec też dotykać nie chciałem, bo ledwo je poznałem i doszedłem do wniosku, że to nieco za wcześnie na takie spoufalanie. Jak myślicie? Za to przy królikach się trochę ośmieliłem… były takie małe i strasznie słodkie, głaskałem je mówiąc „aja aja” i dawałem im sianko (mimo że jest niefajne w dotyku). A potem sobie poszedłem 🙂
- Najpierw poznaję dwie owce…
- …a potem trochę moknę, bo Mama z p. Magdą wypełniają jakieś papierki.
- Aha, jest i królik!
- I jest czadowy!
- A tu rośnie mech, ale nie jestem zainteresowany czołganiem.
- Najpierw Cię nakarmię…
- …a potem z Tobą zamieszkam.
- No to już spadam…
- …albo pogadam trochę z wyłowionym ze stawu bocianem.
No i ten cały Wiejski Zakątek, to miał być hit na dziś, ale (nie ujmując nic p. Magdzie i nowym zwierzakom) mam coś lepszego. Wyobraźcie sobie, że wieczorem w domu, ni stąd, ni zowąd… a było tak. Jestem z Tatą w pokoju, a tu wchodzi Mama. A ja co? Pokazuję na nią palcem i mówię „mama”. Pierwsze takie prawdziwe! Nie żadne „am am am amamamama” – przeciągnięte „amam”, które gdzieś tam przekształca się w „mama”, ale prawdziwe, najprawdziwsze, prosto z serca „mama”. Mama pieje (!) z radości, ale potem dla pewności pokazuje na siebie palcem i pyta… „kto to?”, a ja przecież dobrze wiem, więc odpowiadam… „mama”. Kilka prób, każda poprawna! Jest moc! I żeby nie było, mój Antoś też wie, że Mama to „mama”.
aż się wzruszyłam! Staszku dałes czadu!
Niezwykle wzruszające…. Najprawdziwsze 😉
Najpiękniejsze słowo świata 🙂 Cała Warszawa się cieszy i gratuluje!
Aż mi się łezka w oku zakręciła! Śliczny widok, cudna rodzinka i piękny postęp Staszka! Antoś też bomba, super chłopak!
PS. Mamo Staszka, a gdzie mama dostała tę boską czapeczkę w autka?
Dziękujemy 🙂 A czapa z H&M. Była w komplecie z taką czerwoną w białe paseczki.
Dziękuję bardzo! Jutro śmigamy więc na zakupy! 🙂
Widzę Staszku, że Twoja Mamusia już sobie zasłużyła na pierwsze prawdziwe „MAMA”. Supcio! Na pewno się bardzo ucieszyła, bo to przecież nie byle co.
Moja Mama jeszcze musi poczekać i zasłużyć bardziej :p
Buziaki ;*
Popłakałam się….brawo!!!:) Ja też długo czekalam na mama…do 22 miesiaca, wiec…:)
Antoś tak bardzo stara się być też zauważony… Rozumiem, że każdy sukces Staszka jest powodem do wieeelkiej radości, a tymczasem Antoś też chciałby być choć przez chwilę ważny.