The Color Run… done!

Wiem, że po tym jak przyzwyczaiłem Was do codziennych wpisów, ostatnio trochę Was zaniedbuję. Nie obiecuję, że będzie lepiej, ale obiecuję, że będę się starał. Czas po prostu tak szybko leci, że zanim zdążę się do Was odezwać mija okrągły tydzień i tak w kółko. Dopiero co zdobyłem ostatni medal w Biegowym Grand Prix Dzielnic Gdańska, a tu już kolejny bieg, a właściwie biegi. Ale o tym za chwilę.Najtrudniejsze w tych wszystkich biegach jest dotarcie na czas, zaparkowanie samochodu, odebranie pakietu i ustawienie się na linii startu. Zawsze się martwię, że nie zdążę i przegapię mój bieg. To pewnie dlatego, że na mój pierwszy w życiu start przyszedłem spóźniony i ktoś inny odebrał mój pakiet, a ja musiałem pobiec bez numerka. To nie było fajne, dlatego teraz staram się przychodzić przed czasem, choć zdarza mi się (żeby daleko nie szukać… dwa tygodnie temu na piątym etapie Gdańskich Biegów Leśnych), wbiec równo z dzwonkiem.

Jednak dzisiaj jestem …Przeczytaj cały wpis

Finał Biegowego Grand Prix Dzielnic Gdańska 2019

Jest! Udało mi się! Zdobyłem wszystkie medale w tegorocznym cyklu Biegowego Grand Prix Dzielnic Gdańska. Jestem zwycięzcą!Ale od początku… Choć jest niedziela, choć mam już pakiet startowy w garści, choć mój bieg zaczyna się ok 12:00, to wstaję bardzo …Przeczytaj cały wpis

Jestem siłaczem!

Wstaję rano, wyspany i szczęśliwy. Za oknem wita mnie najpiękniejszy widok na świecie. Nie widać domów, nie widać sklepów, nie widać ulic. Widać tylko niebo, drzewa i góry. Dzień dobry Bieszczady!Zamykamy pokój, schodzimy na dół i witamy się z gospodarzami, którzy zdążyli zasnąć zanim my zdążyliśmy wczoraj dojechać. Zjadamy śniadanie i szykujemy się do drogi. To będzie dobry dzień.Po tylu godzinach spędzonych w aucie, dzisiaj nie chcemy do niego wsiadać. Z przełęczy Przysłup Caryński (795 m.n.p.m.), na której znajduje się nasze schronisko, możemy udać się w …Przeczytaj cały wpis

W drogę!

Jest takie miejsce, gdzie dotykając stopami ziemi, rękoma dotykasz nieba. Bieszczady. To wyjątkowe miejsce, jedyne w swoim rodzaju. Miejsce, w którym 12 lat temu poznali się moi Rodzice. Miejsce, gdzie w sierpniu 2007r., minęli się na szlaku do ruin klasztoru w Zagórzu. Miejsce, w którym się w sobie zakochali. Miejsce, bez którego nie byłoby ich, a co za tym idzie, nie byłoby nas, nie byłoby mnie. Miejsce, które wpada w serce i pozostaje w nim na zawsze. Miejsce, gdzie jak mówią, jedzie się tylko raz, a potem już tylko się wraca. Miejsce, do którego Rodzice wracają po jedenastu latach i zabierają nas tam ze sobą.Już za chwilę, już za moment, ruszymy ku wielkiej przygodzie, ale najpierw musimy się do niej dobrze przygotować.

Korzystając z listy niezbędnych rzeczy z poprzednich wyjazdów, z listy rzeczy, które brałem na wakacje w Kiejkutach, z tego, co przychodzi nam do głowy i z tego, co podesłała nam Ciocia …Przeczytaj cały wpis

Śmietan, soczewica i Gdańskie Biegi Leśne po raz trzeci

Ufff, myślałem, że jak mój dwutygodniowy turnus dobiegnie końca, będę miał mnóstwo czasu i wrócę do regularnych wpisów, a tu guzik. Niby nie mam wiele do roboty, a jednak codziennie coś się dzieje. A to wpadnę do jednej Babci, a to do drugiej, a to odwiedzę kumpla Matiego, a to Alusia, a to wskoczę na rower z pedałami żeby poćwiczyć jeżdżenie, a to pojadę na nabożeństwo i grilla do mojego kościoła. Ciągle coś. Tym oto sposobem dojechałem niemal do końca kolejnego tygodnia, a wpisu jak nie było, tak nie ma. To znaczy jest, ale dopiero teraz.Dzisiaj śniadanie serwuje Mama. Kiedy ja przekopuję lodówkę w poszukiwaniu jedzenia, ona szykuje już swoją miksturę i miesza dla mnie ANANASOWĄ …Przeczytaj cały wpis

Ostatni dzień turnusu

Turnus, to okazja, żeby w krótkim czasie, podczas intensywnej pracy, zrobić wielkie postępy. Dlaczego więc niewiele Wam opowiadałem o tegorocznym turnusie? Bo tak naprawdę niewiele się wydarzyło. Choć ostatnie tygodnie miałem wolne od zajęć, także mogłem wypocząć, często byłem zmęczony. Spóźniałem się na poranne zajęcia, bo rano nie mogłem wstać, a kiedy już dotarłem, często …Przeczytaj cały wpis

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie

Tata wyjmuje z lodówki otwarty wczoraj jogurt i próbuje dać mi go na śniadanie. Nic z tego. Wczorajszego jadł nie będę. Czasu jest mało, więc Tata szybko odpuszcza. Stary chowa, wyjmuje nowy. Świeżo otwartą Jogobellę mieszamy z jogurtem greckim i nasionkami chia, i gotowe. Szybko zjadam, myję zęby i mogę ruszać.

Jedziemy na turnus. W tym roku, po raz pierwszy, turnus odbywa się w szkole podstawowej na Kołobrzeskiej. Bardzo mi się tu podoba. Jest czysto, przestronnie, a Panie dbające o porządek są wyjątkowo miłe. Zawsze się do mnie uśmiechną, zamienią słowo, przywitają, kiedy wchodzę i pożegnają, kiedy wychodzę.Wczoraj trzymaliście za mnie kciuki i podziałało. Pięknie pracowałem na wszystkich zajęciach. A dzisiaj …Przeczytaj cały wpis

Całkiem nowe mleko

Choć spać poszliśmy bardzo późno (do 22:00 balowaliśmy na Festiwalu Globaltica), wstajemy bardzo wcześnie. Tak już mamy, szybko się ładujemy. Nikogo jednak nie budzimy, w każdym razie nie specjalnie. Siedzimy w naszym wspólnym pokoju i bawimy się w najlepsze. Ja jestem duży i silny, więc wchodzę na krzesło i ściągam z szafy farmę ze zwierzątkami, którą wygraliśmy kiedyś w konkursie Schleich. Mania jest mała i słaba, więc odbiera farmę ode mnie i stawia na podłodze. Przez zamknięte drzwi, Mama słyszy zdanie „teraz zdejmę drugą farmę” i trochę się niepokoi. Druga farma, którą Antoś dostał od Dziadka, kiedy był małym bobasem, również stoi na szafie, ale przed nią jest wystawa z moich ananasów, wśród nich – jeden szklany. Na wszelki wypadek, Mama wstaje, zdejmuje farmę i przy okazji przynosi mi euthyrox. Jak już się zbudziła, to szkoda jej wracać do łóżka… Tydzień poza domem, bo turnus. Weekend poza domem, bo Globaltica. A porządek sam się nie zrobi. Nastawia pranie, odkurza, rozładowuje zmywarkę, rozpakowuje tobołki z wczorajszego dnia festiwalowego, zamiata, wychodzi z Figą, zmienia nam ręczniki, szykuje dla mnie śniadanie…

Mam ochotę na jogurt malinowy, ale kiedy wchodzę do kuchni, w misce czeka już truskawkowy. Jestem zły i obrażony. Nie chcę tego jeść. Mama ze mną rozmawia (ostatnio rozmowa działała), ale ostatecznie się poddaje, bo żadne słowo nie przynosi oczekiwanego skutku. Nie zmienię zdania. Nigdy!

Zostawiam jogurt i idę ćwiczyć z Kukaszem. Był wczoraj, jest dzisiaj. Jest dobrze!Poćwiczyliśmy, potańczyliśmy, Kukasz poszedł, a ja robię się głodny. Rozmawiam chwilę z Mamą i …Przeczytaj cały wpis

Globaltica 2019, dzień 2.

Choć ostatnio niewiele się zmienia, jedzenie to nadal gorący temat w naszym domu. Każdego dnia, Rodzice podsuwają mi bardziej lub mniej znane mi dodatki (nasionka, sproszkowane owoce, warzywa i glony, jogurty i serki). Niektóre z nich polubiłem na tyle, że nie muszą mnie już do nich namawiać – tak jest w przypadku wielu serków waniliowych, nasionek chia, czy naturalnego jogurtu dodawanego do malinowej lub truskawkowej Jogobelli. Są jednak takie, do których nadal podchodzę niechętnie, których nie chcę spróbować, a spróbowane nieświadomie po prostu mi nie smakują. Tak jest właśnie dzisiaj. Mama szykuje mi na śniadanie cały kubeczek bananowej Jogobelli, z niewielkim dodatkiem malinowej, a ja dosypuję nasionka chia. Nieświadomy tego, że w misce kryją się jogurtowe banany, próbuję. Nie za bardzo mi to pasuje, krzywię się i mówię, że jest niedobre. Jednak po rozmowie …Przeczytaj cały wpis

Globaltica 2019, dzień 1.

Przyzwyczaiłem Was do codziennych wpisów i siebie samego też. Jednak, kiedy tak dużo się dzieje, lepiej trochę pominąć i iść dalej, niż się zatrzymać i gromadzić zaległości, z których, z braku czasu, już nigdy się nie wygrzebię. Z tego powodu omijam wczorajszy dzień i przechodzę do czwartku.

Minutnik pika, mogę jeść. Podobnie jak wczoraj, sam sobie szykuję śniadanie. Zanim Mama pojawia się w kuchni, mam już w brzuchu dwa banany i liźniętego ananasa – prosto z mojego nowego talerzyka. Informuję tylko Mamę, że „już pikało, że mogę jeść” i zadowolony opuszczam kuchnię. Idę się ubrać i umyć zęby, żeby zdążyć na dzisiejsze zajęcia. Na turnusie …Przeczytaj cały wpis