IV Warsztaty Rozwoju Mowy – tydzień drugi

Tydzień pracy zleciał jak z bicza trzasł, a ja nie zdążyłem wspomnieć o tym ani jednym słówkiem. To chyba dlatego, że wszyscy jesteśmy trochę zmęczeni tymi intensywnymi wakacjami, podczas których było więcej nauki niż wypoczynku. I to nie dlatego, że tak bardzo lubię się uczyć, i nie dlatego, że lenistwo mnie męczy, i nie dlatego że jestem nadgorliwy, a dlatego że za kilka dni zaczynam przedszkole, Antoś za kilka dni zaczyna szkołę, Mania za miesiąc zaczyna życie po drugiej stronie brzucha i wtedy czasu i możliwości na jeżdżenie na dodatkowe zajęcia nie będę miał zbyt wiele. Ponieważ zaległości uzbierała mi się pokaźna, pięciodniowa górka, skrócę moje wspomnienia do minimum… żeby Was nie zanudzić :)

Poniedziałek, 17. sierpnia

Jak w każdy turnusowy dzień, mam trzy zajęcia indywidualne i dwa grupowe. Na indywidualne idę z Mamą, na grupowe z wolontariuszką Anią.

8:00 – 8:50 zajęcia z Gosią

Było już ubieranie Szymona u Luizy i robienie kanapki u Magdy, jako sposób na ćwiczenie pamięci słuchowej. Pomysły idą lawinowo i Gosia ma dla mnie kolejny. Przygotowała dla mnie zestaw …Przeczytaj cały wpis

Kocham…

Piątek

Mam nadzieję, że temat siuśków jeszcze Wam się nie znudził, bo dla mnie to wielka sprawa i jakoś nie mogę się powstrzymać żeby się nie pochwalić. Mam za sobą kolejną suchą noc bez pieluchy. Suchą, bo nie zsikałem się do łóżka, ale… coś stanęło mi na przeszkodzie i na nocnik też nie do końca zdążyłem. Budzę się wcześnie rano i idę za potrzebą. Niestety na trasie łóżko – nocnik leżą ogromne poduchy, które mają mnie ratować na wypadek… wypadania. Nie jest łatwo je pokonać i zanim udaje mi się to zrobić jedna poducha i portki są już mokre. Ale wcale się nie poddaję. Zasuwam dalej, najszybciej jak mogę i resztę siuśków zostawiam w nocniku.

Z okazji sobotniego święta Tata ma dzisiaj wolne. A jak Tata ma wolne od pracy, to Mama ma wolne od jeżdżenia ze mną na turnus i ma więcej czasu dla siebie i dla Antosia. Ale zanim wyjdę (a wychodzę oczywiście spóźniony)… przytulam mocno Mamę i mówię najważniejsze ze wszystkich słów – „kocham”. Zdolność artykulacyjną do wypowiedzenia tego słowa mam już od dawna. Mama mówiła „kocham”, a ja raz powtarzałem, raz nie. Ale dzisiaj rano, przed wyjściem na turnus, po raz pierwszy robię to sam z siebie i tak prawdziwie.

Z dzisiejszego turnusu, tylko kilka zdjęć, bo z tych emocji związanych z siusianiem i kochaniem… jakoś nie mogę zebrać myśli żeby opisać takie drobiazgi jak mówienie, czy czytanie.

Po południu …Przeczytaj cały wpis

O nocnych wyskokach… na nocnik

Środa, trzeci poranek bez pieluchy, trzeci dzień warsztatów

Mój środowy poranek zaczyna się dość wcześnie, a wszystko dlatego, że ok 4:00 rano budzi mnie potrzeba skorzystania z nocnika, a może lecące już siuśki? Sam nie wiem, bo w sumie to bardziej spałem, niż kumałem. Spałem, ale nie na tyle mocno, żeby zrobić siusiu w portki i spać dalej. W półmroku wygrzebuję się z łóżka i doczłapuję się do nocnika. Ściągam mokre już spodenki i siadam na tronie. Tata śpi czujnie jak nikt i moje nocne wstawanie go budzi. Wchodzi do mojego pokoju i zastaje mnie siedzącego, półśpiącego, bez portek, na leżących na podłodze poduchach, z wkładem od nocnika pełnym siuśków w garści. Chciałem zanieść go do Rodziców, ale nie zdążyłem, zasnąłem. Tata odkłada mnie do łóżka, a ja śpię dalej, aż do 6:30. Tym razem siadam na nocniku na czas. Robię co do mnie należy, a nocnik zanoszę Rodzicom.

Ja wstałem, Tata wstał, a Mama dalej śpi. Musi dużo odpoczywać i zbierać siły, bo już niedługo, za jakieś pięć tygodni będzie z nami Marysia. A jak Marysia już przyjdzie, to okazji do spania zrobi się pewnie mniej. Tata wszystko to rozumie, więc od kilku miesięcy, to on wstaje jako pierwszy, kiedy tylko usłyszy, że wstałem i ja. Wstaje, zamyka drzwi od pokoju, w którym śpi Mama i przychodzi do mnie, i do Antosia. Mówię Wam, jest najlepszy!

Ale czasu na Mamy …Przeczytaj cały wpis

Pierwszy i drugi poranek bez pieluchy, pierwszy i drugi dzień „IV Warsztatów Rozwoju Mowy z Metodą Krakowską i Numiconem”

Skończył się dwutygodniowy turnus w Skarszewach, skończył się dwudniowy weekend i znów trzeba iść do pracy. Ale o tym za chwilę.

Już prawie pół roku śmigam w dzień bez pieluszki, ale w nocy… zwykle ciężko mi było powstrzymać się od siusiania. Zdarzały się co prawda pojedyncze noce, a nawet kilka nocy pod rząd zakończonych pobudką z suchą pieluchą, ale od dłuższego czasu nic takiego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie… budziłem się z tak mokrą pieluchą, że można ją było wyżymać, ale… od pięciu dni wstaję co ranek z suchą pieluchą i pierwsze, co robię, to siadam na nocnik… czasem nawet sam, zanim wstaną Rodzice. A to dlatego, że od czterech dni mam nowe, prawie dorosłe łózko i sam mogę decydować o tym, kiedy do niego wchodzę i kiedy z niego wychodzę. Ponieważ pięć ostatnich nocy było suchych, a na dworze jest niemiłosiernie gorąco (tak że nikt w pieluszce spać nie chce), wczoraj Rodzice podjęli decyzję: „Fistaszek idzie spać bez pieluchy!”. Dla mnie bomba! Po 1283 nocach spędzonych z pieluchą na pupie, czas na zmiany! Wykąpałem się, zjadłem kolację, umyłem ząbki, zrobiłem siusiu na nocnik, naciągnąłem piżamę, umyłem ręce i poszedłem spać, a rano… zbudziłem się w suchej pościeli, za to z pełnym pęcherzem. Usiadłem na łóżku i zanim wystartowałem do nocnika, popuściłem trochę w portki, ale tylko trochę i dopiero rano, więc się nie liczy. Resztę zrobiłem już do nocnika. Brawa! Fanfary! Kurtyna. Dziękuję za uznanie 😉

Tak się jakoś niefortunnie złożyło, że urodziłem się z dodatkowym chromosomem, a co za tym idzie z pewnymi …Przeczytaj cały wpis

Mam trzy latka, trzy i pół…

Tego jeszcze nie było… trzy tygodnie zaległości! Tak bardzo chciałem opowiedzieć Wam o wszystkim, a tak bardzo nie mam na to siły i czasu! Wiem już, że nie dam rady przypomnieć sobie każdego szczegółu, więc nawet nie będę próbował. Napiszę tylko kilka słów o tym co było i wracam do teraźniejszości i opowiadania o tym, co jest teraz.

13. – 17. lipca – drugi tydzień III Warsztatów Rozwoju Mowy

Opisałem Wam pierwszy tydzień turnusu zorganizowanego przez Fundację Wspierania Rozwoju „Ja Też”. Chciałem opisać też drugi, ale się nie udało. A teraz, kiedy mam takie zaległości, mogę tylko powiedzieć, że największym turnusowym osiągnięciem jest to, że w końcu zacząłem słuchać na słuchawkach programów słuchowych p. E. Wianeckiej z serii „Słucham i uczę się mówić”. Słuchać i powtarzać. I bardzo to lubię. To aktualnie jedno z najbardziej lubianych przeze mnie ćwiczeń z Metody Krakowskiej, a może i ulubione.Słucham i uczę się mówić Drugim ważnym sukcesem jest to, że mam wielki zapał do pracy. Kiedy nie mam zajęć, kiedy mam dzień wolny, mówię do Mamy „uczyć” i ciągnę ją do pracy.

Każdego dnia po zajęciach staram się robić coś fajnego, wakacyjnego, żeby nie było, że tylko praca i praca… albo spacerki wokół bloku, albo odwiedziny u Babci, albo konie, albo wypad na plażę. Nie zawsze …Przeczytaj cały wpis

Feta 2015

Za mną i przede mną tydzień turnusu logopedycznego, czyli III Warsztatów Rozwoju Mowy z Metodą Krakowską i Numiconem. Ale zanim zacznie się drugi odcinek ciężkiej pracy, mam chwilę na odsapnięcie. Nie będę spał do południa, nie będę zalegał przed telewizorem (którego zresztą nie mam), nie będę siedział i się nudził. Wolę wypoczywać aktywnie. Wolę robić coś ciekawego. W tym roku już po raz drugi wybieram się na Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych Feta. W repertuarze jest niewiele spektakli przygotowanych specjalnie dla dzieci, ale całkiem sporo, które się dla nich nadają.

W sobotę…

…razem z Mamą, z Tatą i z Antosiem wybieram się na trzy przedstawienia. Pierwsze jest idealne dla takich maluchów jak ja. Jest kolorowo, śpiewnie i bardzo wesoło. Siedzę jak zaczarowany i podziwiam spektakl wystawiony przez Teatr Małe Mi „Fintikluszki Folkowe Okruszki”.

Drugi spektakl – „Somente”, wystawiany przez Teatro SÓ jest dla mnie …Przeczytaj cały wpis

Pierwszy turnus z Ja Też. Tydzień pierwszy.

Nie mam zbyt dużego doświadczenia w jeżdżeniu na turnusy. Do tej pory korzystałem tylko z Intensywnych Bloków Terapeutycznych w moim ośrodku w Skarszewach, ze stacjonarnego turnusu logopedycznego w Logoulingua i z turnusu edukacyjno-rehabilitacyjnego w Zabajce. W tym roku po raz pierwszy udało mi się dostać na III Warsztaty Rozwoju Mowy z Metodą Krakowską i Numiconem zorganizowane przez moją zaprzyjaźnioną Fundację Wspierania Rozwoju „Ja Też”.

Poniedziałek, dzień pierwszy

Początek nie jest łatwy. Głównie dlatego, że mój charakterek też do łatwych ostatnio nie należy. Buntuję się jak tylko mogę, udaję że nic nie słyszę, patrzę w sufit lub na Mamę, nic nie mówię, obrażam się, zrzucam materiały pomocnicze na podłogę, a czasem próbuję nawet uciec z krzesła.

Dzisiaj zaczynam o 8:00, a kończę o 13:00. 50 minut zajęć. 10 minut przerwy. 50 minut zajęć. 10 minut przerwy. 50 minut zajęć. 20 minut przerwy. 50 minut zajęć. 10 minut przerwy. 50 minut zajęć. I wreszcie mogę jechać do domu! Pierwsze zajęcia są indywidualne, kolejne grupowe, potem znów indywidualne i grupowa muzyka, a na końcu, po raz trzeci, jeden na jednego.

8:00 – 8:50 zajęcia z Luizą

Oporna ze mnie masa. Choć wszystko potrafię, to niewiele robię. Przez całe długie zajęcia wykonuję zaledwie trzy zadania. Dokładam sześć „takich samych” obrazków do sześciu ułożonych przez Luizę. Wszystkie obrazki przedstawiają pojazdy, ale różnice między nimi są tak duże, że mógłbym je ułożyć z zamkniętymi oczami. Tymczasem oczy mam otwarte, a zadanie które mógłbym wykonać w dwie minuty, robię przez 15. Kolejne, proste jak świński ogon, robię z 20 minut, chociaż poradziłbym sobie w sekundę. Mam podzielić obrazki, zgodnie z przykładem, na pojazdy i zwierzęta, ale zamiast robić, siedzę obrażony. Na koniec pracujemy na zdjęciach. Trochę się ożywiam, bo lubię je oglądać, ale szału nie ma. Generalnie jestem nastawiony na „nie”. I od razu zaznaczam, że to nie wina Luizy. Luiza jest super. Ja jestem łobuz, gałgan i ladaco.III Warsztaty Rozwoju Mowy z Metodą Krakowską i Numiconem9:00 – 9:50 grupowe zajęcia tematyczne

Jestem prawie …Przeczytaj cały wpis

Tydzień wakacji i muchy w nosie

Zdążyłem już trochę odpocząć podczas moich zmagań z brzuszkowym wirusem, ale L4, to nie to samo, co wakacje. Prawdziwe wakacje zaczynają się dziś! Hip hip, hurrra! Póki co, mam przed sobą tydzień wolnego. Trzeba korzystać!

Taki był plan, żeby rozpocząć wakacje koncertowo, żeby całą sobotę spędzić we Wielu na „Letnim Falowaniu”. Byliśmy tam w zeszłym roku i było tak fantastycznie, że nie mogliśmy się doczekać tegorocznej edycji. Niestety Antoś rozchorował się na dwa dni przed i dwa dni po, i nasz wyjazd musieliśmy odwołać. Pojedziemy za rok. W piątkę!

Wakacje to czas, który spędza się u Babci, prawda? Prawda! Dlatego w niedzielę odwiedzam z Antosiem i Rodzicami Babcię Asię…u Babci Asi…a w poniedziałek jadę autobusem do Babci Bożenki. Babcia przyjeżdża po mnie rano. Nie zabiera wózka, co bardzo mi odpowiada, tylko razem ze mną, na nóżkach maszeruje na przystanek autobusowy. Zazwyczaj jeżdżę samochodem, więc …Przeczytaj cały wpis

Kilka dni na chorobowym, ostatni tydzień pracy i zakończenie roku w Skarszewach

Tak naprawdę, to wakacje zrobiłem sobie już tydzień wcześniej. Złapałem jakiegoś przebrzydłego rotawirusa i zamiast jeździć na zajęcia leżałem w łóżku, spałem, wymiotowałem i biegałem co chwilę na nocnik. Zaraziłem się najprawdopodobniej w środę, a w nocy z czwartku na piątek pojawiły się pierwsze objawy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to wirus, więc kiedy rano poczułem się lepiej, pojechałem na zajęcia do Magdy. Niestety złe samopoczucie wróciło i w połowie zajęć uciekliśmy do domu.Staszek choryNie ma jednak tego złego… czuję się źle, ale za to mam mnóstwo wolnego czasu, mogę robić co chcę, jeść co chcę i w ogóle to jestem królem i o wszystkim decyduję, bo wszystkim jest mnie żal. Większość czasu spędzam jednak w domu. Po pierwsze dlatego, żeby nikogo nie zarazić, po drugie dlatego, że mam potrzeby częstego korzystania z nocnika, a po trzecie wcale nie chce mi się nigdzie wychodzić… kiedy widzę, że Rodzice szykują się do wyjścia mówię „nie chcę”, albo „do domu”, czyli „Nie chcę wychodzić. Chcę zostać w domu.”

Po raz pierwszy poddaję się, kiedy mam pojechać do Babci… w końcu Babci się nie odmawia…u Babci…a po raz drugi, kiedy mamy iść do …Przeczytaj cały wpis

Czas przeszły na zajęciach z Metody Krakowskiej

Po Skarszewach wsiadam w auto i pędzę prosto do Magdy. Niestety i tak się spóźniam. Przez remonty dróg w Gołębiewku i w Trąbkach Wielkich traci się mnóstwo czasu, a potem nie sposób już go nadrobić. No trudno.

U Magdy dzisiaj nowość. Skoro powoli zaczynam odmieniać rzeczowniki przez przypadki (a mam tu na myśli szczególnie dopełniacz, odpowiadający na pytania „kogo?”, „czego?”), to możemy wprowadzić czas przeszły. Tak jak wcześniej ćwiczyliśmy dopełniacz… „Jest miś. Kogo nie ma? Nie ma misia.”, tak teraz ćwiczymy zdania w czasie teraźniejszym i przeszłym. „Mama pije. Co robiła? Mama piła.” Nie jest to łatwe, zwłaszcza kiedy ma się tyle do powiedzenia, co ja i to zupełnie nie na temat, ale co tam… damy radę!

Na zajęcia przyszedłem z moim Dziennikiem Wydarzeń. Pokazuje go Magdzie i wszystko opowiadam. Tu Lolo je, a tu Staś jedzie…

…a potem czytamy z Magdą sylaby z pierwszego paradygmatu: PA, PO, PU, PÓ, PE, PI, PY, ćwiczymy fleksję (jest piłka, nie ma piłki) i czytamy sylaby z drugiego paradygmatu: MA, MO, MU, MÓ, ME, MI, MY.

Na dzisiejszych zajęciach układamy też szeregi. Najpierw Magda – dla przykładu, a potem ja. Najpierw od największego do najmniejszego, a potem od najjaśniejszego do najciemniejszego.

Na koniec wykluczamy ze zbioru i układamy układanki lewopółkulowe.

A w czwartek…

…mam dzień wolny. Zamiast do Skarszew, jadę do Babci Bożenki. Hip hip, hurrra! Mama w tym czasie wraca do domu, a potem razem z Tatą jedzie zaglądać do brzucha, do mojej małej Siostrzyczki. Przez chwilę się boję, że Mama chce mnie zabrać ze sobą i że nie będę mógł zostać u Babci i strasznie się obrażam. Wszystko dlatego, że wyszliśmy od Babci w tym samym czasie. Mama po to, żeby wsiąść do auta i pojechać, a ja z Babcią po to, żeby wyjść na spacer. Stoję zły jak osa, dopóki Mama nie rusza. Wtedy czuję, że zostaję i radośnie macham Mamie na do widzenia.Staszek-Fistaszek i Babcia BożenkaPS U Marysi wszystko w najlepszym porządku. Serce ma ja dzwon, jest śliczna i waży ok. 848g., czyli dokładnie tyle ile powinna. O rety, rety… już się nie mogę doczekać września, kiedy Mania będzie z nami! Póki co, muszę się zadowolić tuleniem i głaskaniem Mamy brzucha :)