Sam + dzielny = samodzielny

Czasem, kiedy bardzo mi się czegoś nie chce, mówię „pomóc”, albo „pomóż mi” licząc na to, że ktoś mnie wyręczy. Czasem tak mówię, kiedy rzeczywiście mam do zrobienia coś, co jest bardzo trudne i nie mogę z tym sobie poradzić. A czasem wtedy, kiedy jestem bardzo zmęczony i zwyczajnie nie mam siły. Ale są też takie momenty, kiedy wszystko chcę sam. Sam chcę chodzić (nie za rękę, ale sam!), sam chcę myć zęby i sam chcę być w toalecie.

Dzisiaj wyjątkowo dużo rzeczy robię sam. Zaczynam od śniadania. Mama siedzi przy stole, a ja, całkiem sam szykuję dla niej kanapki. Nie jestem zbyt duży, więc podsuwam sobie taboret i wchodzę na niego. Teraz wszystko mam już w zasięgu moich rączek, więc biorę się do pracy. Wkładam  tosty do tostera i nastawiam. Toster każe czekać kilka minut, ale moim zdaniem, to zdecydowanie za długo, więc już po chwili wciskam „stop” i wyciągam podgrzane kromki. Biorę nóż i masło, i smaruję.Śniadanie dla Mamy Proszę o dżem. Smaruję niezbyt obficie. Wystarczy, że masła jest dużo. Kiedy trafiam na większy kawałek owocu …Przeczytaj cały wpis

Julia Pietrucha otwiera mi okno

Kto mnie zna, ten wie że uwielbiam ukulele. Moim ulubionym muzykiem, grającym na tym instrumencie jest Israel „IZ” Kamakawiwoʻole (ponieważ bardzo trudno wymienić jego imię i nazwisko, zwykle nazywam go „Ukulele”).

Wielka szkoda, że nie ma go już wśród nas, bo z ochotą poszlibyśmy wszyscy razem na jego koncert (np. podczas przyszłorocznego Festiwalu Globaltica).

Na szczęście IZ nie był jedynym, który zakochał się w ukulele. I tak się akurat wspaniale złożyło, że jedna z osób, która pięknie śpiewa i pięknie gra na ukulele, przyjechała właśnie do Gdańska. Julia Pietrucha zagra w klubie B90.


Jednak dostać się na koncert wcale nie jest łatwo! Pierwsza pula biletów rozeszła się zanim Mama dowiedziała się, że Julia będzie w Gdańsku. Żeby kupić bilet na dodatkowy koncert, który ma odbyć się dwie godziny wcześniej, Rodzice siedzieli jak na szpilkach i z niecierpliwością czekali, aż wybije godzina 10:00, żeby kupić je, jak tylko pokażą się w sieci. I kupili. Dwa. Tylko dla siebie. O mnie nikt nie pomyślał. A właściwie pomyślał, ale kiedy w zeszłym roku …Przeczytaj cały wpis

Złoty Aniołek

Od kilku lat w moim ośrodku w Skarszewach organizowany jest konkurs „Złoty Anioł”. Biorą w nim udział dorośli podopieczni WTZ i ŚDS. W zeszłym roku (kiedy nie jeździłem do Skarszew ze względu na to, że urodziła się nam mała Marysia) odbyła się pierwsza edycja dla dzieci – „Złoty Aniołek”. W tym roku odbyła się ona po raz drugi. Do tego konkursu nie trzeba się zgłaszać. Biorą w nim udział wszyscy, którzy przyjeżdżają do ośrodka na swoje zajęcia. Wersja dziecięca obejmuje podopiecznych OREWu, przedszkola Oleńka, PPP oraz Zespołu Terapeutycznego. W pierwszej turze głosują tylko pracownicy – każdy może oddać trzy głosy na któregoś ze swoich pupili. I tak się jakoś fajnie stało, że spośród wszystkich dzieci jeżdżących do Skarszew, znalazłem się w pierwszej piątce, która otrzymała nominację do „Złotego Aniołka”. To ogromny zaszczyt, wielkie wyróżnienie i powód do dumy. Zwłaszcza, że pozostałych 150 dzieci korzystających ze wsparcia tego ośrodka równie mocno zasłużyło na taki sukces.NominacjaOd teraz, aż do 11. października …Przeczytaj cały wpis

Dwadzieścia lat Skarszew i jeden dzień w Toruniu

Tak to jest, że w moim przedszkolu maluchy naprawdę są maluchami i w związku z tym, nie wychodzą na spacerki, ani nie jeżdżą na wycieczki. Wszystkie atrakcje jakie mają je spotkać, spotykają je tu, na miejscu. Zabawy, bale, przedstawienia – wszyscy przyjeżdżają do przedszkola. Ale kiedy mija pierwszy rok i Maleństwo, zamienia się w Tygrysa, to przychodzi czas, aby wyrwać się z przedszkolnych murów i powędrować w świat. I tak 22. września jadę na pierwszą wycieczkę! Rodzice zestresowani i podekscytowani. Ja z plecakiem na plecach i uśmiechem na buzi – radosny i gotowy.wycieczka z przedszkola Mieliśmy jechać do Osic, do Wiejskiej Zagrody, ale… okazuje się, że pogoda nam nie sprzyja. Pada i wieje, i zimno, więc panie przedszkolanki kierują autokar w stronę centrum Gdańska i zamiast na wieś, jedziemy do …Przeczytaj cały wpis

„Edyta krzyczała i zrobiła ała…”

Jakiś czas temu poszedłem na zajęcia. Często na nie chodzę. Tak już mam. Żeby nadrobić to, czego nie dostałem na starcie, zamiast spędzać czas na beztroskiej zabawie, zakuwam. Nie po to, żeby wiedzieć wszystko, umieć wszystko, być najmądrzejszym i najlepszym, nie dlatego, że się nudzę i nie potrafię wypełnić sobie czasu czymś zabawnym i ciekawym, ale po to, by zrozumieć to, co dla innych jest proste, by dogonić rówieśników i mieć z nimi wspólny język, by w przyszłości być nie tylko dorosłym, ale i samodzielnym mężczyzną.

Kiedy Maniuty nie było, albo kiedy siedziała jeszcze w brzuchu, Mama chodziła na zajęcia ze mną. Nie tylko po to, żeby mieć kontrolę nad tym, co się dzieje, ale także po to żeby wiedzieć, co robię i jak robię i po to, żebyście i Wy wiedzieli. Teraz jest inaczej. Maniuta się nudzi, gada, kręci, wspina, ścigą rzeczy z półek, płacze i rozprasza. Zachowuje się, jak każda dzidźka w jej w wieku – chce 100% uwagi. Żeby Marysia się nie męczyła, a zajęcia nie marnowały, zostaję sam, a moje dziewczyny – Mama i Siostra – wychodzą na spacer.

Jakoś nigdy nie myślałem, że do tego, by zostać z terapeutą sam na sam potrzebne jest jakieś …Przeczytaj cały wpis

Miejsce, które uzależnia

Kiedy tu trafiłem byłem małym glutem, nieborakiem, który nie potrafił nic, albo prawie nic, małą leżącą dzidzią potrzebującą wielkiego wsparcia. I choć miałem tu daleko, to od samego początku wiedziałem, że warto. Wiedziałem, że to jest moje miejsce.

Minęły cztery lata. Zmieniło się bardzo dużo. Nauczyłem się czworakować, wstawać i chodzić. Miesiąc temu pokonałem grawitację i zacząłem skakać. Nauczyłem się mówić, śpiewać, zapamiętywać, budować zdania. Jestem samodzielny – potrafię się ubrać i rozebrać, umyć się, wyszorować …Przeczytaj cały wpis

Samodzielność ponad idealność, czyli o tym jak dzieło traci na wartości

Bardzo lubię rysować. Rysować, kolorować, malować. Choć moje prace dalekie są od idealnych, to jednak są moje, więc dla Rodziców najcenniejsze. Bo w pracy dziecka nie o to chodzi, by każdy szczegół pokolorowany był zgodnie z przyjętym wzorem, ani o to, by za krawędź nigdy nie wyjść. Nie chodzi o to, by drzewo miało smukły pień i rozłożystą koronę, ani o to, by biedronka miała siedem równych kropek.

O bazgroły też nie chodzi, bo choć Rodzice przyjmą wszystko z uśmiechem, to jednak dzidźką już nie jestem. Mam cztery lata, a nawet cztery i pół, a od czteroipółlatka się wymaga. Dlatego staram się i uczę żeby te prace były coraz lepsze, żeby słońce miało promyki, a oczy Mamy były nad jej nosem, żeby trawa była …Przeczytaj cały wpis

W Toruniu najlepsze są… lody!

Po dwóch tygodniach turnusu w Fundacji „Ja Też”, po dwóch tygodniach przedszkola i popołudniowych zajęć z krakowskiej, po kilku zajęciach w Szkole Jedzenia… zasłużyłem na urlop! A skoro zasłużyłem, to pojechałem. Dzięki uprzejmości mojego kumpla Teosia i jego rodziców, pojechałem do Torunia, gdzie czekało na mnie przeprzytulne mieszkanko nieopodal starówki.

31. lipca ruszam w trasę…

Aby mieć dużo sił na zwiedzanie stolicy pierników, zasypiam zaraz po starcie i śpię aż do końca. „Aż”, to może zbyt duże słowo, bo nie jedziemy wcale tak długo, jakby się mogło wydawać. Toruń jest blisko, a droga całkiem niezła, więc po jakiś dwóch godzinach jesteśmy na miejscu. Z górą tobołów (bo na tygodniowy wyjazd trzeba zabrać wszystko, na wszystkie ewentualności) wtaczamy się na trzecie piętro. Za drzwiami znajduje się najfajniejszy pokój jaki kiedykolwiek widziałem. No i jest w nim gitara! I bęben! I mnóstwo książek! Czyli to, co lubię najbardziej.

Pierwszego dnia ruszamy na „zwykły” spacer. Idziemy zobaczyć fontannę, starówkę z Krzywą Wieżą, pomnik Kopernika, Wisłę i sąsiadujący z nią plac zabaw. W Toruniu dużo się dzieje, więc zgodnie z zaleceniem mamy Teosia obserwujemy słupy w poszukiwaniu atrakcji. Na dziś wynaleźliśmy teatr z Hiszpanii. Niestety są strasznie głośni, więc równie szybko jak tu pędziliśmy, opuszczamy widownię i wędrujemy w poszukiwaniu spokojniejszej miejscówki.

Pieska, którego razem z Antosiem …Przeczytaj cały wpis

Globaltica po raz trzeci

Będę się powtarzał, ale się nie zrażajcie i bez ziewania czytajcie dalej. Jakiś czas temu dostałem maila z biura Globaltiki. Znaleźli mnie w sieci i zaprosili do współpracy. Jako, że jestem z własnego wyboru stałym bywalcem tego festiwalu i z własnej inicjatywy stałym recenzentem, miałem pokazać innym, że warto. Stać się jedną z wielu twarzy. Być Przyjacielem. Moim zadaniem było podesłanie filmiku jak mówię „Globaltica”, albo chociaż „glo”. „Globaltica” to całkiem długi i całkiem trudny wyraz, ale jak to się mówi, dałem radę. W gratisie dołączyłem akompaniament na ukulele. Ponieważ Globaltica to festiwal rodzinny, to cała reszta mojej pięcioosobowej Rodzinki też załapała się na filmik – Antoś, Maniuta, Mama, Tata i ja. Tadam!

Wcześniej na Instagramie Globaltiki pojawiło się moje zdjęcie, które zapowiadało, to wielkie przedsięwzięcie. Pokazałbym Wam, ale coś mi link przestał działać, a w ramach Instagramu jestem zupełnie …Przeczytaj cały wpis

O wszystkim, a zwłaszcza o Letnim Falowaniu i Globaltice

Za każdym razem, kiedy siadam do wpisu, przychodzi mi do głowy taka jedna myśl… „O rety! Jak dawno nie pisałem!”. Ale niepisanie to nie jest mój wybór. Na niepisanie zostałem skazany. A wszystko przez to, że czas zamiast być moim sprzymierzeńcem, zaczął działać na moją niekorzyść i po prostu, bezczelnie, nie pytając mnie wcale o zgodę ucieka! Ucieka i nie wraca. A ja tu siedzę bezradnie z milionem myśli, które chcę wylać na klawiaturę, ale nie mogę, bo nie mam kiedy. A im więcej mam do powiedzenia, tym czasu na opowiadanie mniej. A że w miarę niepisania, rzeczy do opowiadania przybywa, to… jeszcze bardziej niż wcześniej potrzebuję szafy do Narnii, tyle, że bez Narnii, a z ciszą, spokojem i komputerem. I naleśnikami w słoiku, bo przecież jeść trzeba.

Jak zacznę opowiadać o wszystkim, o czym nie opowiedziałem, to zanim dotrę do daty 27. czerwca, będzie już pewnie grudzień. Z drugiej strony pomijać ważnych rzeczy też nie potrafię. Jedynym rozwiązaniem jest opowiedzieć z grubsza o tym, co było, a resztę pozostawić Waszej wyobraźni.

Pierwsza sprawa, o której nie powiedziałem to występy w przedszkolu z okazji Dnia Rodziny (25. maja). Rolę wykułem na blaszkę („Martwią się niedźwiadki. Prezentów nie mamy.”), ale jak przyszło co do czego, nie odezwałem się ani słowem. Wyszedłem na środek (niezbyt chętnie), chwilę postałem, zrobiłem nadąsaną minę, poczekałem aż p. Iwonka powie moją kwestię i wróciłem do szeregu. Ale Mama i tak była dumna i wzruszyła się moim zawstydzeniem, bo to takie normalne i pasujące do przedszkolaka.

Druga rzecz, która ciągle krąży mi po głowie, to… postępy! Zawsze Wam mówiłem, że z tym czytaniem, to zupełnie mi nie idzie i zamiast postępów kręcę się w kółko. Samogłoski (A, O, U, Ó, E, I, Y), paradygmat PA (PA, PO, PU, PÓ, PE, PI, PY) i MA (MA, MO, MU, MÓ, ME, MI, MY). I tyle, i nic na przód. Ale w końcu zaskoczyłem i poszło! Może jeszcze nie jak burza, ale jednak do przodu. Do akcji wkroczyła kolejna para – BA (BA, BO, BU, BÓ, BE, BI, BY) i LA (LA, LO, LU, LÓ, LE, LI), a potem kolejna FA (FA, FO, FU, FÓ, FE, FI, FY) i WA (WA, WO, WU, WÓ, WE, WI, WY). Pokazałbym Wam filmik, ale musiałbym się przekopać przez kilkadziesiąt folderów żeby go znaleźć, więc może innym razem. Póki co, musicie wierzyć mi na słowo.

Po trzecie, od jakiegoś 1,5 m-ca nie wstaję już w nocy na siku! Takie nocne pobudki, to jednak był problem. Bo choć jestem super samodzielny – sam się budzę, wychodzę z łóżka, idę do łazienki, ściągam piżamę, siadam, siusiam, to czasem z powrotem do łóżka miałem już problem i siedziałem na nocniku czekając, aż ktoś mnie uratuje, zaniesie do łóżeczka, przytuli i opatuli kołderką. Teraz nie trzeba mnie ratować, bo śpię jak suseł do białego rana, więc wszyscy pozostali też mogą spać (chyba, że akurat budzą się na mleko – Marysia; chyba, że akurat karmią mlekiem – Mama). Dla niewtajemniczonych – 1,5 roku temu przestałem nosić pieluszkę w dzień, a rok temu porzuciłem na zawsze pieluszkę nocną.

Po czwarte byłem na Letnim Falowaniu we Wielu!Letnie Falowanie 2016 Rok temu strasznie chciałem, ale się nie udało, bo mój Antoś się rozchorował w dzień festiwalu i psia kość, musieliśmy zrezygnować. Dwa lata temu byłem i totalnie się zakochałem! Fakt – Line Up był pierwsza klasa (m.in. Damian Syjonfam, Bakshis, Daab, Tabu), a i ludzie wokół wspaniali, otwarci, uśmiechnięci, więc miłość od pierwszego wejrzenia całkowicie usprawiedliwiona. A w tym roku, mimo wielu przeciwności …Przeczytaj cały wpis