Każde kółko to „o”, czyli kontrola u okulisty

Dzisiaj, po kilku miesiącach oczekiwań, czas na kolejną wizytę u okulisty. Zapisując się na nią prawie rok temu, braliśmy co było, nie patrząc, że to środek majówki, dzień wolny i 8:00 rano. Także dzisiaj, kiedy cały dom śpi, my wstajemy z budzikiem i z kurami – o 6:30. Łykam euthyrox, myję się, ubieram i pół godziny później mogę już zajadać moje śniadanko. O 7:30 ruszamy.

Na miejscu jesteśmy przed czasem. Potwierdzamy naszą obecność w rejestracji, siadamy pod gabinetem nr 11 i czekamy aż mnie zawołają. Czekając wcale się nie nudzę. Razem z Mamą czytam książeczki o Marcie. Kiedyś można było kupić je w każdej księgarni, czy kiosku, ale dzisiaj dostępne są tylko tutaj, w poczekalni na …Przeczytaj cały wpis

Całkiem nowe okulary

Każdy wie, że okulary trzyma się na nosie, bo nos jest od tego, żeby je nosić. Jednak kiedy ma się mały nos, to ma się duży kłopot. Nie jest łatwo znaleźć okulary, które będą na nim dobrze siedzieć. Moje pierwsze okulary były niestety niewypałem. Choć sprawdzają się u wielu dzieci, u mnie nie zdały egzaminu. Mimo poprawiania, mimo naginania, ciągle zjeżdżały z mojego filigranowego nosa (swoją drogą nie wiem jak to możliwe, że był on widoczny na prenatalnym badaniu USG, skoro teraz ledwo go widać) i zatrzymywały się na jego koniuszku, albo jeszcze niżej. Kiedy tak wisiały, to mi przeszkadzały, więc zwykle lądowały na czole, na szyi, albo gdzieś poza mną. Drugie okulary, również Miraflexy, były o niebo lepsze. Miały ze 100 lat, ale plastik z którego były zrobione był o wiele lepszy niż ten współczesny. Do tego szkła były większe, więc nawet jeśli okulary się trochę zsunęły, to nadal coś niecoś widziałem. Zresztą zsuwały się zdecydowanie rzadziej, niż te pierwsze. Ten plastik był jakiś taki sztywniejszy, mniej elastyczny. Niestety… gdzieś przepadły. Ostatni raz miałem je na sobie 21. stycznia, kiedy jechałem do Gdyni na Dzień Babci. Potem słuch o nich zaginął. Albo wypadły z samochodu, kiedy wysiadałem, albo wrzuciłem je gdzieś na szafę, kiedy odwiedzałem Prababcię, albo już nie wiem. Fakt jest taki, że mój Wujko-Dziadek szukał ich w domu, szukał na dworze, a nawet pytał o nie w OWI, które jest niedaleko. Nikt ich nie widział, nie znalazł, nie oddał. Nadal liczę na to, że się znajdą, ale zanim to się stanie…

…potrzebne mi są całkiem nowe okulary. Takich fajnych, ze starego plastiku, co trzymają się nosa i głowy już nie znajdę, także na Miraflexy nawet nie patrzę. Idziemy szukać w nowym miejscu, tam gdzie wybór okularów dziecięcych jest przeogromny. Optyka – „Galerię Wzroku” poleciła mi Lenka, koleżanka z zespołu, która niedawno kupiła tu swoje nowe oprawki.

Wchodzę do środka i od razu dobrze się czuję. Brakuje mi co prawda bransoletki, którą bawiłem się w salonie na Żabiance i szafki wypełnionej grami, i przemiłego pana, który tam pracuje, ale tutaj też mi się podoba. Zdejmuję czapkę, kurtkę i komin, i siadam przy stoliczku z kredkami i klockami. W tym czasie Mama opowiada dwóm paniom (Kamili i Oli) czego szukamy i czego unikamy. Jaki jest problem z moimi aktualnymi oprawkami i co możemy zrobić żeby go uniknąć.

Tutejsze gabloty są pełne dziecięcych oprawek, także mam z czego wybierać. Tym razem bez Marysi (zabranie jej na pierwsze okularowe zakupy okazało się być wielkim błędem, bo Maniuta strasznie płakała i nie mogliśmy się porządnie zastanowić i na spokojnie wybrać), bez pośpiechu i bez nerwów. Przymierzam wszystko, co ma szansę spełnić moje oczekiwania i wszystko co mi się podoba. W sumie wkładam na nos …Przeczytaj cały wpis

Jedno oko na Maroko i drugie też

Prawie dwa lata czekałem na wizytę u okulisty w ramach NFZ, także fakt, że w kolejce pod drzwiami czekam 1,5 godziny nie ma już chyba większego znaczenia. Przy rejestracji podają co prawda godzinę przyjęcia, jednak tak naprawdę jest to czas orientacyjny, taki sam dla wielu pacjentów. Jedyny plus oczekiwania jest taki, że w poczekalni są książki o Marcie, czyli bohaterce mojej ulubionej kreskówki, także mogę sobie „poczytać”.Dzisiaj zakraplania nie będzie. Nie ma takiej potrzeby, gdyż całkiem niedawno, w styczniu tego roku, miałem je podczas prywatnej wizyty.
Za to sprawdzają mi widzenie na odległość z zasłoniętym lewym i prawym okiem. Rozpoznaję prawie wszystko, jednak kiedy obrazki …Przeczytaj cały wpis

Ał! Uderzyłem w oczko!

OczyW przerwie między świętami, a Sylwestrem po raz kolejny potarłem lewe oczko wołając: „Ał! Boli! Uderzyłem w oczko!”. Zwykle, kiedy tak mówiłem, Rodzice brali mnie na kolana, przytulali, zaglądali w oko, które wyglądało zupełnie normalnie, dawali buziaka i było po sprawie. Ale nie tym razem… w końcu Mama zaczęła pilnie słuchać i pilnie obserwować. I wiecie co wypatrzyła i wysłuchała?

  • po pierwsze ból zawsze atakuje to samo lewe oczko,
  • po drugie nie jest związany z żadnym uderzeniem, podrapaniem, czy wpadnięciem czegoś do środka,
  • po trzecie mój alarm powtarzam od kilku tygodni (mniej więcej od początku grudnia), co drugi dzień,
  • po czwarte oczko boli niezależnie od tego, co akurat robię,
  • po piąte oczko lewe wygląda zupełnie normalnie, tak jak prawe,
  • po szóste do tej pory nikt nie brał tego na poważnie!

oczyJak już Mama zdała sobie z tego wszystkiego sprawę, przestraszyła się nie na żarty. Bo skoro boli, a nic nie widać na zewnątrz, to może boli gdzieś pod spodem? A jak boli gdzieś pod spodem, to może dzieje się tam coś …Przeczytaj cały wpis

III dzień Intensywnych Bloków, a „ko” to nie tylko kot

Dzisiaj do Skarszew jadę sam. Tzn. nie sam, a z Mamą, ale bez Mateuszka i Cioci Magdy. Wszystko dlatego, że o 12:30 muszę być w Gdyni, jakbym jechał z Matim, to bym nie zdążył, bo on ma dłużej zajęcia. Normalnie to bym na niego poczekał, ale dzisiaj się spieszę, więc nie mogę.Droga do SkarszewZaczynam od mojej ulubionej muzyki i oczywiście usadawiam się jak najbliżej p. Mateusza, aby wspomagać go w graniu na gitarze. Dzisiaj jest Dzień Dziadka, więc wszystkim Dziadkom, Pradziadkom i Wujko-Dziadkom życzę wszystkiego co najlepsze, dużo zdrowia i dużo czas dla wnuków. Pan Mateusz też pamięta o dziadkach i śpiewamy radośnie „Dziadek Olek jest wesoły, chociaż już okropnie stary…”. I wiecie co ja zrobię w czasie tej piosenki? Dwa razy mówię „dziadzia” albo „dziadzio”, albo coś podobnego, w każdym razie wiadomo o co chodzi. A w czasie piosenki „Tu stoją krokodyle i orangutany…”, kiedy dochodzimy do „laj laj laj laj, la la la, laj…” ja też wystawiam języczek i śpiewam „la la” 😀

Z drugich zajęć Mama ucieka, ale …Przeczytaj cały wpis