Zamiast randki… znowu praca!

Najpierw wydaje mi się, że nie mam o czym pisać, więc nie piszę, żeby Was nie zanudzić, a potem mam do pisania tak dużo, że normalnie się nie wyrabiam.

Zacznę, więc od tego co wczoraj, ale bardzo króciutko. Tylko kilka słów.
Rano mogę pospać, wszyscy możemy. Antoś nie idzie do przedszkola, ja mam zajęcia po południu…,  a Rodzice też nie muszą. Póki my śpimy, póty oni leżą w łóżku i korzystają z ostatnich sekund snu. Bo przecież nie będę spał do południa. I Antoś też nie. Nie jesteśmy kotami żeby przesypiać 3/4 naszego życia. Pobudka!

Udało nam się przenieść moją piątkową hipoterapię na dzisiaj. To dobrze, bo ta piątkowa wypada w godzinach mojej drzemki. Tak, tak, miły ze mnie chłopak… mam już ponad dwa lata, a nadal śpię w ciągu dnia jakieś 2h. Oczywiście pod warunkiem, że jestem w domu, bo jak zasypiam gdzieś w trasie, to jeśli jadę dłużej niż 30 minut, to budzę się od razu kiedy zajeżdżamy pod dom. Dzisiejsza hipoterapia nie wypada w czasie drzemki, tylko przed nią. O 11:30 zaczynam moje zajęcia. Wsiadam na Bojara (albo jakiegoś innego) i razem z Agatą ruszam na przejażdżkę. Bez Mateuszka (który hipoterapię ma jutro), za to z trzema amazonkami, które kłusują dookoła mnie. Jedzie mi się fantastycznie! Nic a nic nie płaczę, nie marudzę, nie narzekam. Po prostu mi się podoba! I to bardzo.

Z konia przesiadam się do fotelika samochodowego i jadę na Rotmankę na zajęcia z p. Kariną. Zasypiam w drodze, więc zamiast 2h snu w łóżeczku, mam 40 minut snu w aucie. Coś za coś. Po zajęciach ląduję w domu i do wieczora mam już luz blues, żadnych ćwiczeń, tylko zabawa. Rysowanie po tablicy magnetycznejZdradzę Wam w sekrecie, że taka tablica to fajna sprawa. W przeciwieństwie do kredek – pisak, który jest do niej dołączony, jest niejadalny, a do tego nie można nim gryzmolić po ścianach. Dzięki temu (w przeciwieństwie do kredek), mogę mieć ją cały czas pod ręką (nawet wtedy kiedy Mama na mnie nie patrzy) i rysować kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota, a przychodzi często.

Hurrra, hurrra już piątek!

Zaczynam… ufff, naprawdę bardzo wcześnie. O 8:00 mam zajęcia w Gdyni. Niestety, mimo że wstajemy o 6:30, trochę się spóźniamy. Wszystko przez to moje oczko! Znów jest czerwone i zaflukane. Nie lubię! Trzeba je przed wyjściem oczyścić, a to jest naprawdę straszne. Mama trzyma mnie na kolanach, a Tata podlewa mnie solą fizjologiczną i przeciera oczko gazikiem. To jest tak strasznie nieprzyjemne, że walczę ile sił, wyrywam się i krzyczę, ale nie dam rady uciec. Dwóch na jednego, a do tego dwóch większych.

Na zajęciach jest fantastycznie! Serio. Jestem super grzeczny i pracuję elegancko, jak przystało na Perfekcyjnego Staszka-Fistaszka. Na piłce, na krześle, na wałku… na wszystkim, co tylko p. Maciek wymyśli. A na koniec to już w ogóle jest bombastycznie, bo dostaję super fajne zadanie – popychanie. Ostatnio pisałem Wam, że lubię broić i np. wywracam taborety. Pan Maciek daje mi zadanie wywalania wałka. Siłuję się trochę z Mamą, która go podtrzymuje, ale jestem silniejszy i zawsze wygrywam, i po chwili pchania i lekkim wysiłku, wałek z hukiem ląduje na podłodze. I to jest moja praca domowa. Pchać, siłować się, wywracać, wygrywać – to dobre ćwiczenie dla słabych brzuszków (a mój akurat jest słaby, więc świetnie się składa).

Z Gdyni jadę prosto do Gdańska, bo mam zajęcia z Metody Krakowskiej. Tym razem u Magdy. Zaczynam: Samogłoski, Sekwencje, Relacje, „Wzory, kolory, memory”…

A wiecie, że dzisiaj jest Dzień Zakochanych?

WalentynkiTak właściwie, to ja się zastanawiam czemu zamiast pójść na wagary i zabrać dziewczynę na randkę, ja grzecznie poszedłem na zajęcia z p. Maćkiem i z Magdą. Wie ktoś może? Gdyby chociaż zajęcia były jakoś tematycznie powiązane z dzisiejszym  świętem… np. segregując kolory, segregowałbym z Magdą serduszka, a u p. Maćka odczepiałbym je z lustra zamiast piłek.

To by było na tyle, ale powiem jeszcze coś. Na moim profilu facebookowym jest już Was…3500…a nawet więcej. Najnowsze dane mówią, że jest już Was 3506. Dziękuję! I tym, którzy facebooka nie mają, ale są tutaj ze mną też bardzo dziękuję!


Wpis “Zamiast randki… znowu praca!” został skomentowany 6 razy

  1. Stasiu, wy mężczyźni tak macie, bez względu na wiek lubicie urządzać sobie drzemki 🙂
    tak też fajnie że udało się przenieść te zajęcia bo przecież drzemka rzecz święta

    a Walentynek z Ciebie przecudny
    zakochalam się 🙂 <3

    lece polubić fejsika

    • O tak, drzemka to jest to! Ale myślę, że Mamie też by się spodobała, gdyby tylko znalazła na nią czas 😉 A że ja drzemię na ogół w aucie, to cóż… lepiej żeby Mama wtedy nie drzemała!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *