Dziś kolejna rehabilitacja w gdańskim OWI. Jadę z Mamą i z Ciocią. Najpierw powitanie. Pani Danka uśmiecha się miło i mówi „dzień dobry”. Odpowiadam jej po swojemu i zaczynamy ćwiczenia. Początek jest całkiem przyjemny.
Potem już nie jest tak łatwo. Kulam się na nogach rehabilitantki i muszę trzymać głowę. A ona taka ciężka. A szyja taka słaba. Wytrzymuję kilka obrotów i zaczynam koncert.
Uspokajam się i ćwiczymy dalej. Teraz kolej na piłkę. Obroty nie są ani łatwe, ani przyjemne, a ja nie jestem zbyt wytrzymały. Znów zaczynam płakać. Jeszcze trochę, jeszcze trochę i… zasłużony odpoczynek na piłeczce. Hopsa, hopsa, buju, buju… to mi się podoba!
Niestety nie przyszedłem tu żeby się bawić i odpoczywać. Schodzimy z piłki i lądujemy na macie. Teraz nadszedł czas na ćwiczenia na wałeczku. Najpierw podpieram się na rączkach i próbuję wyciągać szyję. Potem zaczynamy kulanie. Najpierw na czerwonym wałku przed lustrem, potem na zielonym naprzeciwko Mamusi.
- Buju, buju… jak miło 🙂
- Dzień dobry nóżki!
- I na boczek!
- Ćwiczymy metodą NDT – Bobath
- Początek kulanie jest całkiem przyjemny!
- Kulam się i obgryzam palec. Oj, chyba idą zęby!
- Pod koniec mam już jednak dość
- Ćwiczenie na piłce bywa trudne
- Płacz czasem pomaga i pani daje mi trochę odpocząć
- No i pomogło! Chwila wytchnienia na skaczącej piłce 🙂
- Teraz czas na wałeczek, najpierw się podpieram…
- …a następnie kulam próbując utrzymać głowę
- I drugi wałeczek. Pani mnie kula, a Mama zabawia.
- Nawet mnie to trochę interesuje
- Teraz już naprawdę nie mam siły
Jak zwykle pani Danka daje mi wycisk. Kończę zajęcia z płaczem, a może nawet z histerią. Nie szkodzi. Zaraz mnie Mama przytuli, nakarmi, przewinie i znów wszystko będzie dobrze. Pani Danka jest wymagająca ale bardzo ją lubię. Wiem, że wszystkie te ćwiczenia są dla mojego dobra, a pani jest po to żeby mi pomóc.