Ze wszystkim miałem wyrobić się do niedzieli, a tu już wtorek i nadal jestem w proszku. Jestem pewien, że kiedyś uda mi się wszystko nadgonić. Jestem pewien, że nie dziś.
Zacznę od tego co dzieje się dzisiaj. Zajęć mam mało. Tylko rehabilitacja w Gdyni z p. Maćkiem i wsio. Zaczynam elegancko, z uśmiechem na twarzy, pięknie wykonuję wszystkie polecania. Aż sam jestem z siebie dumny. Jednak po 25 minutach daję znać, że już pora kończyć, dziąsełka znów dokuczają, a z dużym bólem ćwiczy się słabo.
Nadal siadam nie tak jak trzeba – tj. prostuję nogi, wypinam pupę, prostuję rączki i wydłużam je tak mocno, jak tylko się da, a potem puszczam to czego się trzymam i ląduje na podłodze. Opatentowana przeze mnie metoda okazała się zawodna. Kiedy siadam w ten sposób, a trzymam się czegoś mniej stabilnego niż łóżko – np. taboretu, ląduję z tym czymś na głowie. I tak oto na mym czole są już dwa guzy. Jeden fioletowy, drugi zielony. Aby zapobiec takim incydentom mamy ćwiczyć siadanie w domu.
Stoję więc jak zuch, a mama trzyma mnie w pasie i buja na boki robiąc małe trzęsiawki, tak abym się rozluźnił. Jak już się rozluźnię, to nóżki chętniej się zginają i mogę usiąść na stołeczku, albo maminym kolanie. I tak wciąż i wciąż, i wciąż, aż w końcu się nauczę i będę siadał jak król.
To, że mam jedne zajęcia, wcale nie oznacza, że leniuchuję. Jadę z Mamą po Ciocię Lalę (a właściwie Ciocio-Prababcię, bo to siostra Pradziadka Staszka i PraWujka Antka, po których mamy z Antosiem imiona), która przyjechała tu z drugiego końca Polski, aby robić z nami pączki.
A teraz o tym, co wczoraj
Jak w każdy poniedziałek byłem w Skarszewach…Zaczynam od zajęć z p. Gosią i pięknie pokazuję to, czego uczyłem się długi czas i w końcu nauczyłem dzień przed Dniem Mamy – chodzenie przy meblach. Wszystkim się podoba moja nowa umiejętność i jestem pewien, że skoro już tyle umiem, dziś będę mógł leżeć i nic nie robić. Okazuje się, że guzik, bo nie potrafię jeszcze wszystkiego, np. wchodzenia po schodach i siadania ze zgiętą nóżką.
- Gotowy do drogi…
- …i zaczynam wspinaczkę.
- Dwie nóżki już na górze, jeszcze wyprost i…
- …jest! Wszedłem i jestem!
Oczywiście ćwiczę też równowagę – przyda mi się już teraz, a jeszcze bardziej jak będę już dreptał bez trzymanki. Żeby nie było nudy, wykorzystujemy różne sprzęty. Kiedy p.Gosia bierze coś nowego, czuję się prawie tak, jakbym dopiero zaczynał, więc mniej narzekam, a więcej ćwiczę.
Następne zajęcia mam z p. Sylwią. Znów trochę łobuzuję. Pani by chciała, żebym wrzucał orzeszki do butelki. Słucham w skupieniu swojego zadania, bacznie obserwuję…
- Patrzę jak wrzucić orzeszka…
- …i pokazuję gdzie.
…ale zamiast tego wolę nimi postukać, albo schować się pod miską…
- Stuk-stuk
- Ciekawe, gdzie się podział Stasio?
Choć nie bardzo zasłużyłem, światełka są
- Świetliste makarony…
- …i bąbelkowy walec.
Ostatnie zajęcia mam z p. Beatą – niestety nieco krótsze niż zwykle. Wszystko przez mój pusty brzuszek, który musi dostać drugie śniadanko. Przychodzę spóźniony, robimy masaż zewnętrzny i wewnętrzny buźki, ćwiczymy literkę „u” i trzeba się zbierać. Na zabawę nie ma już czasu.
- Jutro już środa i kolejny dzień w Skarszewach (pobudka o 6:30).
- W czwartek Boże Ciało i wycieczka do Cioci Kseni.
- W sobotę Kontakt Festiwal i mój (i Antosia) pokaz mody.
- W niedzielę wyjazd do Osieka na Zaczarowany Dzień Dziecka Niepełnosprawnego.
- W poniedziałek Skarszewy.
- We wtorek Dzień Dziecka w Antosia przedszkolu.
- W środę Skarszewy (pobudka o 6:30).
- W czwartek OWI w Gdańsku (rehabilitacja z p. Danusią).
- W piątek Dzień Dziecka i otwarcie placu zabaw w Skarszewach.
- W sobotę impreza urodzinowa Blanki, albo imieninowa Antosia.
- W niedzielę festyn u Antosia w przedszkolu.
- W poniedziałek Skarszewy.
- We wtorek OWI w Gdańsku (rehabilitacja z p. Danusią).
- W środę Skarszewy (pobudka o 6:30).
- W czwartek OWI w Gdyni (dr Franiczak)
- Sobota – Niedziela wyjazd z Antosia przedszkola.
- W poniedziałek Skarszewy.
- We wtorek OWI w Gdańsku (rehabilitacja z p. Danusią).
- W środę Skarszewy (pobudka o 6:30).
- W czwartek OWI w Gdyni (logopeda – p. Małgosia).
- To jeszcze nie koniec. To nigdy się nie kończy, a przynajmniej jeszcze nie teraz.
Trafiłam na Waszego Bloga przez portal gazeta.pl – Spędziłam przed ekranem komputera parę godzin i przeczytałam cały . Będę na pewno wracała.Pozdrawiam Was serdecznie , macie wspaniałych synków, a przyznam ,że uśmiech Stasia jest zniewalający.
Bardzo się cieszę, że mimo, że stron tak wiele, Pani się nie poddaje i czyta
Dziękuję!
Pozdrawiam serdecznie,
Fistaszek
Staszek, to widzimy się na pokazie mody. Mój synek – trochę młodszy od Antka, też będzie
Do zobaczenia.
Aha! Pamiętam go chyba ze spotkania w Tarabum Cafe
Fajnie, że będziecie!
Do zobaczenia!
Stachu, fajne to zdjęcie, gdy ćwiczysz głoskę „u”! Dobrej zabawy na pokazie mody. Miło, że wciąż nas tu przybywa. Pozdrowienia dla Rodzinki!
A to, że jest nas coraz więcej bardzo, bardzo mnie cieszy!
Pozdrawiam cieplutko!
O Staszku dowiedziałam się z gazety. Nie pamiętam jakiej, ale albo:
a) „Chwila dla Ciebie” ;
b) „Takie jest życie” ;
c) „Relaks”.
Która to była?
PS Blog genialny, a Staszek wymiata!<3
Cieszę się bardzo
To było „Takie jest życie”.
Dzięki wielkie! :*