Tłuste bale, czyli o przebierańcach w Skarszewach i odwiedzinach u Mateuszka

Dziś w Skarszewach świętujemy. Nie ma ćwiczeń, jest zabawa. I to jaka! Prawdziwy bal! Chętnie pokazałbym Wam zdjęcia, ale pojechaliśmy z rozładowaną baterią do aparatu, więc póki OREW zdjęć nie wypuści, ja też ich mieć nie będę. No może oprócz jednego zdjęcia, zrobionego telefonem…

Antoś kotek, a w tle ja i Tata już bez przebrania.

Antoś kotek, a w tle ja i Tata już bez przebrania.

 W każdym razie, tak jak na poprzednim balu Antek był kotkiem, Mama kurką, Tata kogutkiem, a ja kurczaczkiem. W Skarszewach mnie docenili i za swoje (pożyczone od Mateuszka) przebranie zostałem wyróżniony i otrzymałem nagrodę. Bal jest rewelacyjny i szalejemy na nim ile wlezie. Niestety, jak to na imprezie, jest bardzo głośno, więc po jakiś dwóch godzinach, uciekamy. Wracając, prawie przez całą drogę, mam te swoje okropne ataki.

Po południu jadę z Mamą i Antosiem do OWI na ćwiczenia. Nie ma p. Danusi, ale mamy zastępstwo. Nowa pani jest bardzo miła i fajnie ze mną ćwiczy. Żeby było atrakcyjnie wybiera różne sprzęty, m.in. równoważnię. Na koniec okleja mnie plasterkiem… intensywnie różowym!

Dzisiaj jest Tłusty Czwartek. Pełno słodkości było w Skarszewach, a drugie tyle u Mateuszka, do którego jadę w odwiedziny. Naładowana bateria została w domu. Na szczęście mój kumpel aparat ma, więc udaje nam się uwiecznić nasze spotkanie.

Mateuszek to dzielny zuch! jest młodszy ode mnie o 1,5 miesiąca, a od 6. grudnia potrafi samodzielnie siadać i robi to naprawdę świetnie. Potrafi też raczkować – zasuwa jak szalony! A jakby tego było mało, próbuje też wstawać.  Mój Tata trochę mu pozazdrościł i postawił mnie przy piłce. Zapewne tak nie wolno, ale bardzo mi się to spodobało i stałem tak z dwie minuty, na wyprostowanych nóżkach, opierając się o piłkę jedną, lub dwoma rączkami.

PS A to nasza zimowa trasa do Skarszew…Droga do Skarszew


Wpis “Tłuste bale, czyli o przebierańcach w Skarszewach i odwiedzinach u Mateuszka” został skomentowany 8 razy

  1. Wow Stasiu Ty stoisz, super!!!! A ja jeszcze mam za słabe nózie 🙁 Ale będę Cie gonić 😉 Brawo za nagrodę na balu, pozdrawiamy i dziś bez buziaczków, bo mamy katary :))) Amelka z mamą i tatą:)

    • Hej Amelko! Dziękuję za pochwałę. Nic się nie martw, Ty za to pięknie siadasz i pełzasz. Ja w tej kwestii mam sporo do nadrobienia… mam nadzieję, że wkrótce Cię dogonię!

      Pozdrawiam ciepło!

  2. No, u nas z raczkowaniem niestety żadnych postępów. Teraz mamy niezły dylemat, bo Salo też już staje, i strasznie mu się to stawanie i wspinanie po meblach podoba. Jedna pani rehabilitantka mówi, żeby mu pozwalać, druga mówi, żeby nie pozwalać, bo musimy pracować dalej nad raczkowaniem. I bądź tu mądry!

    • Niezły Zdolniak z tego Salo! Ja sam nie wstaję, ale jak mnie podpartego postawią, to stoję i też mi to pasuje. Jednak to raczkowanie jest bardzo ważne, bo jak się mały człowiek buja na boki, to mu się w głowie wszystko (ciało modzelowate) miesza i prawa półkula z lewą lepiej współpracuje. Tak więc, ja postanawiam, że zanim zacznę chodzić, to przez jakiś czas będę raczkował żeby i mnie się wszystko wymieszało.

  3. Stasiu a czy te Twoje okropne ataki mie są wynikiem np. ekscytscji, masy wrażeń i bodźców? Zapytaj Rodziców, być może to klucz do zagadki…
    Całusy Zuchu:-)

    • No tak się właśnie zastanawiają, bo choć na balu ataków nie miałem, to całą drogę powrotną owszem. I jak w dużym sklepie jestem na zakupach, to też tak robię.
      Rodzice zastanawiają się też, czy ja może nie robię tego żeby zwrócić na siebie uwagę i w ramach akcji „Okropnym atakom mówimy NIE!”, w ogóle przestali na te moje dziwactwa reagować. Zobaczymy co będzie…

      A tymczasem… kiss kiss :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *