Lubię czytać cz. 1 – Spotkanie na ul. Czereśniowej

Jestem molem. Molem książkowym. Uwielbiam książki. Chętnie je przeglądam, przypatruję się ilustracjom, opowiadam o tym, co się na nich znajduje. Zabieram je ze sobą, kiedy jadę gdzieś samochodem, „czytam” siedząc w poczekalni do lekarza, przeglądam leżąc w ogrodzie na kocu, wertuję siedząc na kibelku. Lubię, kiedy Mama, Tata lub Antoś czytają mi bajki na dobranoc. Lubię sam je „czytać” siedząc wieczorem w łóżku, lub zaraz po przebudzeniu, kiedy siadam na podłodze przy mojej biblioteczce.Jakiś czas temu, podczas Festiwalu Globaltica, poznałem wyśmienite  wydawnictwo z Warszawy – Dwie Siostry. Od tego czasu wiele razy spotkałem się z lekturami wydawanymi przez Dwie Siostry i ani razu się nie zawiodłem. Piękne ilustracje, ciekawe tematy, mądry tekst, zabawne sytuacje. Jeśli jeszcze się nie znajcie, to spróbujcie się poznać. Gwarantuję, że zawodu nie doświadczycie.

Niedawno wpadła w moje łapki cała seria książek z ulicy Czereśniowej. Są to duże (26 x 34 cm) kartonówki pełne pięknych ilustracji (Rotraut Susanne Berner). Oprócz tego, co na okładce, nie znajdziecie w nich ani jednego słowa (poza tymi, które są częścią ilustracji, jak np. nazwy sklepów, czy treść wiszących plakatów). Za to mnóstwo zwierząt w ich naturalnym środowisku, roślin, które zmieniają się wraz ze zmianą pory roku, ludzi w ich codziennych sytuacjach, w codziennym życiu. A także historii, które można opowiedzieć, szczegółów które trzeba odnaleźć i sytuacji, z których można się pośmiać.

Akcja każdej z książek toczy się w tym samym miejscu – na ulicy Czereśniowej. Widzimy te same domy, drzewa, sklepy. Spotykamy tych samych bohaterów. Jednak historie, które w nich śledzimy są różne.

Zima……to czas, kiedy ulica Czereśniowa chowa się pod puchową kołderką. Ale mimo tego, że na dworze zimno i biało, dużo się tu dzieje! Zaczyna sypać pierwszy śnieg, na sklepowych wystawach pojawiają się choinki, powstaje nowe przedszkole. Dzieci i dorośli ślizgają się po zamarzniętym stawie, kot zjeżdża na sankach, ktoś jedzie na nartach.

Wiosną…… wszystko budzi się do życia. Bociany zakładają gniazdo, zaczynają kwitnąć kwiaty, rolnicy przygotowują ziemię pod uprawy, a zwierzęta rodzą swoje młode. Na terenie budującego się przedszkola, powoli powstaje parter. Latem……zaczynają dojrzewać czereśnie, małe bociany rodzą się w gnieździe, a jeden z mieszkańców organizuje urodziny nad wodą. Przedszkole ma już dach i plac zabaw, budowniczy wstawia okna, a trzech robotników dźwiga małe kibelki. Kiedy na ulicy Czereśniowej zaczyna się jesień……a ptaki zaczynają swą podróż do ciepłych krajów, wiatr porywa kolorowe liście z drzew, na straganach zaczynają pojawiać się dynie i grzyby, też jest pięknie, choć wietrznie, pochmurnie i deszczowo. Przedszkole jest już gotowe i właśnie rozpoczyna się świętowanie z okazji jego otwarcia. Na ulicy czereśniowej zapada noc……policja patroluje ulice, zakochani spacerują w świetle księżyca, nocne zwierzaki budzą się do życia. A w przedszkolu cicho i ciemno, tylko koty harcują. W ciągu roku, na ulicy Czereśniowej wszystko się zmienia. Zmienia się przyroda – wygląd drzew, pól i krzewów. Dojrzewają owoce, drzewa gubią liście, kasztanowiec zrzuca kasztany. Zmienia się pogoda – z deszczowej na słoneczną, z jesiennej ulewy na zimowy puch. Zwierzęta szykują gniazda, rodzą młode, polują, siusiają, odlatują do ciepłych krajów. Ludzie, podporządkowani pogodzie i upływającemu czasowi zwiedzają, pracują, odpoczywają, bawią się, dorastają. Powstaje przedszkole, zmienia się towar na sklepowych półkach, nowi klienci pojawiają się u fryzjera i dentysty. W Domu Kultury odbywają się ciekawe spotkania. Można zobaczyć różne wystawy. Na ulicy Czereśniowej toczy się życie!

Przez kolejne tomy przewijają się te same postacie, także jestem już z nimi zaznajomiony i zaprzyjaźniony. Do moich ulubionych należy Babcia Hania, Dziadek Zenek i grający na gitarze Pedro. Lubię ich obserwować, zaglądać im do domu, sprawdzać dokąd idą. Ale nie tylko ich obserwuję. Ulica Czereśniowa pełna jest historii, które można śledzić. To książka dla prawdziwych tropicieli. Dokąd idzie facet z latarką? Gdzie wysiądzie pani czytająca książkę? Czy kapelusz odnajdzie swojego właściciela? Dlaczego starszy pan ma w spodniach dziurę? Można śledzić te historie od początku i strona po stronie odnajdywać odpowiedzi na te pytania. Można samemu wymyślić zakończenie, zgadnąć co się dalej stanie. Można się cofnąć i sprawdzić, co było zanim… Można też zajrzeć do innej części i sprawdzić, czy tam też występują ulubieni bohaterowie i czym się akurat zajmują. Czy nadal są parą? Czy pies ma tylko jednego właściciela? Czy dzidziuś jadący wózkiem zacznie w końcu biegać? Książki bez tekstu, za to z pięknymi, mądrymi ilustracjami, to idealny materiał do rozmów. Kiedy je przeglądam, zawsze dużo mówię. Opowiadam o tym, co widzę, zadaję pytania, słucham tego, co mówi Mama. Uczę się odpowiednich zachowań, obserwuję zmiany zachodzące w przyrodzie, poznaję bohaterów w ich codziennych, nieraz trudnych sytuacjach. Bawię się szukając szczegółów, zadanych przez Mamę. I jeszcze lepiej się bawię, kiedy to ja zadaję, a Mama szuka. Pokazuję książki Marysi i uczę ją świata, który znajduje się na jej kartach. Na wyścigi szukam z Antkiem pingwina, ananasa i pana w zielonych butach. Liczę ptaki na obrazku, uczę się nazw drzew (topola to bardzo skomplikowana nazwa drzewa. Nie wiadomo, czy „to pola”, czy „topola”), sprawdzam która godzina.

To książki przy których nie sposób się nudzić! Za każdym razem można odkryć coś nowego. Poznać jakąś ciekawą historię, albo samemu ją wymyślić. I niech Was nie zwiodą kartonowe strony. Te książki są dla każdego. Dla małego i dużego.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *