Wstajemy rano i pakujemy górę rzeczy do samochodu, cztery kursy Taty i jesteśmy gotowi do drogi. Mamy wszystko, co niezbędne i sporo tego co zbędne. Samochód czekał w cieniu więc w środku jest całkiem przyjemnie. Przyjechali Ingloci, ruszamy. Po około godzinie jesteśmy na miejscu.
Leżakujemy i odpoczywamy. Nic nie trzeba robić, nikomu się nie spieszy. I Tata cały czas jest obok! To właśnie najbardziej lubię w weekendach! Jest tak ciepło, że leżę sobie cały czas ubrany w samą pieluszkę. To bardzo wygodne. Mam dużą swobodę ruchów i nie zawaham się jej użyć. Turlam się po kocu na całego i ląduję brzuszkiem w misce z pokrojonym melonem. Całkiem miłe orzeźwienie. Ruszamy nad jezioro. Antek z Blanką szaleją na całego, a mi Mama moczy stópki. Planowała wykąpać mnie całego, ale protestuję krótkim, stanowczym okrzykiem. Woda jest zdecydowanie za zimna!
Czas wracać do domu. Dzisiaj był naprawdę fajny dzień.
STAS JEST SLICZNY! JESTESCIE WSPANIALYMI RODZICAMI.
Dzięki