Poznaję moje nowe przedszkole

O rety! Już czuję jak strasznie będę tęsknił za moimi Skarszewami, za wszystkimi terapeutami, którzy pracują ze mną od prawie trzech lat i najfajniejszymi na świecie paniami z przedszkola. Wszystkich ich strasznie lubię i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Bo jak tu sobie wyobrazić, kiedy od tylu miesięcy jeżdżę tam po 2-3 razy w tygodniu? No nie da się! Po prostu się nie da. Ale trzeba wydorośleć. A jak ktoś dorośleje, to nie spędza już tyle czasu z Mamą, tylko idzie do przedszkola, do dzieci i do pań przedszkolanek, i jeździ na wycieczki, i uczy się wierszyka na Dzień Mamy i Taty, i sam zmienia kapcie. Taka kolej rzeczy.

Przedszkole w Skarszewach jest za daleko żeby jeździć tam codziennie, a dwa razy dziennie, to już w ogóle. Gdybym tak nie opuścił żadnego dnia (nie licząc świąt i weekendów), a Mama codziennie by mnie zawoziła, wracała do domu, przyjeżdżała po mnie i znów wracała, to w ciągu roku mielibyśmy na liczniku więcej kilometrów niż długość równika. I to dużo więcej! W związku z tym musiałem poszukać czegoś w Gdańsku. Długo nie szukałem. Wybrałem przedszkole, które poleciła mi Ciocia Gosia z Fundacji Wspierania Rozwoju „Ja Też”, mama zespołowej Asi. Asia kończy właśnie grupę starszaków i od września idzie do szkoły, a ja, razem z moimi Przyjaciółmi – Matim i Szymkiem ruszymy we wrześniu do grupy maluszków. Razem z nami będzie też Olaf, który jest synkiem Magdy nr 2, więc samotny na pewno nie będę. Tzn. mam nadzieję, że nie będę. W każdym razie trzech kumpli będę miał i to całkiem dobry początek, bo są też tacy, którzy idąc do przedszkola nie znają nikogo.

Trochę się boję jak to będzie z tymi nowymi paniami przedszkolankami… te z mojej grupy w Skarszewach znam już na wylot – Justyna, Monika, Gosia, Magda i Martyna, to najlepsze przedszkolanki, jakie można sobie wymarzyć. I te, które po południu przychodzą z grupy Pszczółek i z OREWu też już znam i też je bardzo lubię. A tu takie zmiany! Inne przedszkole, inne dzieci, inne panie… No, ale nie ma co się martwić na zapas.
Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a dzisiaj spotykam moje nowe panie po raz pierwszy i okazuje się, że nie dość, że znają mnie z internetu, to jeszcze są bardzo miłe i uśmiechnięte. Będzie dobrze!

Aby dostać się do mojego nowego przedszkola trzeba pokonać długie schody, albo pojechać windą, bo przedszkole mieści się na pierwszym piętrze. My idziemy po schodach.W drodze do nowego przedszkolaDzisiaj jestem umówiony na spotkanie z panią dyrektor żeby podpisać wysłaną wcześniej kartę zgłoszenia, ustalić jakie zajęcia będą dla mnie najlepsze, porozmawiać o tym, co już potrafię, a z czym mam jeszcze problem, powiedzieć jaką metodą pracuję, dowiedzieć się, co robią przedszkolaki, żeby ich życie było ciekawe… strasznie dużo tego wszystkiego i wszystko bardzo ważne. Mama ustala szczegóły w moim imieniu, a ja tymczasem siedzę na podłodze i się bawię. Wygląda na to, że wszystko ułożyło się pomyślnie, bo Mama jest uśmiechnięta i nie ma już wątpliwości, że to przedszkole będzie dla mnie najlepsze. Ja też ich nie mam, chociaż za Skarszewami i tak będę tęsknił.

Zwiedzam salę maluszków, zwiedzam plac zabaw, odwiedzam panią dyrektor w jej gabinecie, przechodzę przez szatnię. Poznaję moje przyszłe panie przedszkolanki i dzieci, które są akurat na dworze (najpierw starszaki, a potem maluszki) i muszę powiedzieć, że bardzo mi się tutaj podoba. Na tyle bardzo, że wcale nie chcę stąd wychodzić.

Ale wyjść muszę, bo w Gdyni czeka już na mnie Magda nr 2 i jej zajęcia prowadzone Metodą Krakowską.



Kończę zajęcia z Magdą, ale wcale nie wracam do domu. Dzisiaj znowu mam sprawę na UG. Jednak tym razem nie spotykam się ze studentami, tylko z panią Profesor, u której dawno, dawno temu moja Mama pisała pracę magisterską.Odwiedziny na UGNiestety nie mamy czasu na pogawędki i na oswajanie się ze sobą, bo pani Profesor ma akurat zajęcia. Dowiaduję się jedynie, że bardzo mnie lubi i bardzo mi kibicuje, no i dostaję super prezent – listki z dziurkami do ćwiczenia moich małych rączek. Dziękuję!Listki Nicolas BurdettTyyyle już dzisiaj załatwiłem, a to jeszcze nie koniec. Wpadam na chwilę do domu, a potem wypadam i jadę odebrać Antosia z przedszkola. W trójkę – Mama, Antoś i ja idziemy odwiedzić mojego kolegę Stasia…, ale niestety okazuje się, że właśnie śpi, a jak wstaje, okazuje się, że jest chory, więc uciekamy żeby niczego nie złapać.

Wracamy do domu, a Antoś bierze się za pakowanie. Jutro wyjeżdża na trzydniową wycieczkę przedszkolaków do Władysławowa. Będę okropnie tęsknił!AntośDzisiaj wszyscy idziemy wcześnie spać. Mama – bo jest strasznie zmęczona dzisiejszym lataniem i załatwianiem, Antoś – bo jutro musi bardzo wcześnie wstać i ja – bo zawsze chodzę wcześnie spać (chyba, że jestem akurat na koncercie). Nawet Tata pada dzisiaj jak mucha, ale dopiero po przeczytaniu nam książki na dobranoc.Ja, Antoś i TataPS Przedszkole, które wybraliśmy nie jest ani specjalne, ani integracyjne. To zwyczajne, niepubliczne przedszkole dla zwyczajnych przedszkolaków. Ale nie muszę się niczego obawiać… były już tu dzieci z zespołem Downa i z innymi niepełnosprawnościami, więc panie przedszkolanki mają doświadczenie. Poza tym, dzięki orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego, mam tu zapewnione zajęcia z logopedą i pedagogiem. Będę też miał nauczyciela wspomagającego, którym będę się dzielił z Szymkiem i z Matim. Ah, i jeszcze jedna ważna sprawa. Panie w tym przedszkolu pracują Metodą Krakowską, Dziecięcą Matematyką i klockami Numicon, więc nic mi się nie pomiesza i wspólnie będziemy mogli pójść drogą, którą wcześniej już wybrałem. Czeka na mnie Wielka Przygoda!

PS2 Do przedszkola ruszam dopiero we wrześniu, ale w sierpniu będę chodził na zajęcia adaptacyjne, żeby poznać przedszkole, dzieci i panie, i żeby się z tym wszystkim oswoić, zanim zacznie się na dobre. Mam na to 20h.


Jeden komentarz do wpisu “Poznaję moje nowe przedszkole

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *