Kto zjada ostatki, ten piękny i gładki

Mama otwiera lodówkę, a tam… resztka mojej wczorajszej jogurtowej mieszanki i cała duża, truskawkowo-poziomkowa Jogobella, otwarta wczoraj przez Marysię. Co by się nie zmarnowało, Mama przelewa duży jogurt do miseczki z niedokończonym wczoraj śniadaniem, miesza i podaje. Choć to resztki, bardzo mi one smakują. Razem z Tatą i z Marysią wyjeżdżam do przedszkola. Zabieram ze sobą banana, naleśniki i pojemnik …Przeczytaj cały wpis

Przedśniadanie

Kiedy Marysia chce zjeść na śniadanie, kolację, czy obiad coś, co nie do końca się na do tego nadaje (np. czekoladę, lody, serek waniliowy, paluszki), to żeby uniknąć uwag w stylu „ale tego nie jemy na śniadanie”, „to nie nadaje się na obiad”, „to nie jest najlepszy pomysł na kolację”, nazywa to przedśniadaniem, przedobiadem lub przedkolacją. Dzisiaj i ja mam takie przedśniadanie, które szykujemy wspólnie w naszym pokoju. Przestawiamy stół, nakrywamy go kołdrą pełniącą chwilowo funkcję obrusa, stawiamy naczynia i kładziemy jedzenie. Marysia gotuje, a ja zajadam. Marysia zachęca: „Stasiu, no zjedz plasterek banana”, a ja ładuję go do buzi. Dla tych, którzy zdążyli się już ucieszyć powiem, że to wszystko, to oczywiście zabawa i zabawkowe jedzenie. W roli plasterków od banana występują krążki z podobizną ananasa z drewnianej, lidlowej pizzy.Jednak trzeba przyznać, że Mania ma wielką moc i wiele z jej pomysłów chętnie realizuję. Kto wie, może kiedyś ulegnę jej namowom i zjem coś prawdziwego. Może uda jej się mnie przekonać i wciągnę coś, na co dzisiaj nie mam jeszcze ochoty?

Do pokoju przychodzi Tata z rozpuszczonym euthyroxem. W tym czasie Mama szykuje mój miks. Coś, co przestało …Przeczytaj cały wpis

Tym razem sam odrabiam moją pracę domową

O 6:30 zagląda do mnie Mama. Na łyżeczce przynosi rozgnieciony i rozpuszczony w wodzie euthyrox. Za pół godziny będę mógł jeść. Czas oczekiwania umilam sobie drzemką. W tym czasie Mama czaruje już w kuchni. Do plastikowej miseczki z IKEA nakłada cały jogurt truskawkowy Jogobella, cały Bio Jogurt naturalny i jedną łyżeczkę liofilizowanych, sproszkowanych truskawek od Helpa. Kiedy wchodzę do kuchni …Przeczytaj cały wpis

Ciach, ciach bananie!

Z okazji braku okazji, Tata postanowił dać mi odpocząć od modyfikacji i kombinacji wszelakich i zamiast pomieszać mi jogurty, daje mi na śniadanie wielki kubełek mojej ulubionej malinowej Jogobelli. Tata na medal!

Zaraz po śniadaniu jedziemy do kościoła. Podczas pierwszej części, kiedy jest śpiew i muzyka, jesteśmy wszyscy razem.Kiedy nadchodzi druga część, ku mojej rozpaczy, zamiast lekcji Odkrywców, jest dziś niespodzianka z okazji zakończenia semestru – wyjście na lody …Przeczytaj cały wpis

Na deserek – nowy serek

Dzisiejsze śniadanie szykuje Tata. Miesza połowę naturalnego Bio Jogurtu Milbone z całym jogurtem malinowym Jogobella. Drugą porcję szykuje Mama, dodając do zestawu jedną, płaską łyżeczkę „Czarów Mamy”, czyli sproszkowanych, liofilizowanych malin od Helpy.Po śniadaniu, idziemy z Mamą i z Figą na spacer. Mamy dużo czasu, także wyjątkowo, nie musimy się nigdzie spieszyć.Jak tak człowiek powędruje trochę na świeżym powietrzu, to od razu robi się głodny. Wracamy do domu, a ja od razu zamawiam …Przeczytaj cały wpis

Etykietka

Codzienne opisywanie moich zmagań, to ciężka praca, zajmująca naprawdę dużo czasu, którego czasem po prostu brakuje. Czasami, zamiast opisywać życie, trzeba po prostu żyć! Pobiegać w deszczu, pogadać, wytrzeć zalaną przez ulewę podłogę, wyjść na spacer do lasu, pośpiewać, spotkać się z Przyjaciółmi… dlatego tym razem hurtowo i skrótowo. Kilka słów …Przeczytaj cały wpis

Zmiana naczyń, to trudna sprawa

Po weekendzie pełnym wrażeń, przyszedł czas na spokojny poniedziałek. Na śniadanie jem jogurcik. Niestety nikt nie pamięta jaki i z jakich składników. Za to wszyscy pamiętają z jakiego naczynia. Z różowej, plastikowej miseczki z IKEA.Okazuje się, że zmiana misek, z których zajadam swoje posiłki, to problem nie tylko dla mnie. Mama od kilku dni przymierza się …Przeczytaj cały wpis

Duchowe świętowanie i pomocna Helpa

Wstajemy wcześnie rano, jak to w weekend. Nie budzimy, co prawda Rodziców, jednak czujne ucho Taty wszystko usłyszy. Wstaje więc, schodzi do kuchni, a tam ja… próbuję samodzielnie zażyć euthyrox. Jakby mi się udało, to potem samodzielnie wybrałbym i zjadł swoje śniadanko, a tak… wszystko przepadło.

Po chwili, w kuchni pojawia się też Mama. Dzisiaj, po nabożeństwie, na które się wybieramy, jest RUAH Fest, czyli festyn z okazji dnia Zesłania Ducha Świętego. To dobry moment, żeby dzielić się dobrem, dlatego szykujemy bardzo dobre ciasto. Mama odmierza i podaje wszystkie potrzebne składniki, a Maryśka i ja, wrzucamy je do miski i mieszamy. Jak widać, Marysia …Przeczytaj cały wpis

Gdańskie Biegi Leśne po raz drugi

Na śniadanie Mama szykuje mi jogurt truskawkowy Jogobella zmieszany z truskawkowym Milbone. Tym razem obywa się bez smutków, załamań i buntów. Kiedy Mama podaje mi gotowy posiłek mówię: „Bardzo dziękuję Mamo. Bardzo, że mi dałaś jogurt.” Jak widać, ze mną, to nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać. Jednego dnia, reaguję na taką sytuację płaczem, innego uśmiechem. W dzisiejszym śniadanku sytuacja wygląda następująco… na górze jest więcej jogurtu Milbone, na dole więcej Jogobelli, ale ja o dziwo, zjadam to, co na górze, a to co na dole zostawiam. Oficjalnie, to jednak nie ze względu na odmienny smak. Mówię Mamie, że po prostu nie dam rady zjeść wszystkiego, bo pęknę. Mamie szkoda by było gdybym faktycznie pękł, także odpowiada, że jeśli nie chcę, to kończyć nie muszę. Zresztą, to i tak ja decyduję, czy jem oraz ile jem. Takie są u nas zasady. Zgodne z zaleceniami Marty ze „Szkoły terapii karmienia – Od pestki do ogryzka.” Po śniadaniu …Przeczytaj cały wpis

Dziś bez wpisu…

…taki przynajmniej był plan. W końcu niewiele się dzisiaj wydarzyło. Jednak jutro czeka mnie tak dużo atrakcji, że nie dam rady opowiedzieć o wszystkim za jednym zamachem. Także dziś tylko kilka słów, za to jutro, będziecie mieli co czytać.

Dzisiaj śniadanie szykuje Tata. Dostaję jogurt malinkowy bez żadnych udziwnień. Wygląda na to, że to całe rozszerzanie diety, nie tylko dla mnie jest trudne. Rodzice też potrzebują czasem chwili wytchnienia i dania mi czegoś gotowego, bez wymyślania, co by tam wepchać, co z czym zmieszać, bez kombinowania za moimi plecami i narażania się na moją odmowę, czy płacz.

Jak w każdy piątek, jadę dziś do Skarszew. Dzięki temu, rano nie muszę się nigdzie spieszyć i mam czas na to, co kocham najbardziej. Na spokojne śniadanie, na długie chodzenie w piżamie, na rysowanie i kolorowanie, na grę na gitarze i ukulele, i spacer z Figą. Pora wyruszać. Mama pakuje tobołki, zamyka drzwi, sprawdza, czy wszystko jest wyłączone, no i szuka Figi, żeby przypadkiem nie została w ogródku w ten straszliwy skwar. Szuka, szuka, a Figi nigdzie nie ma …Przeczytaj cały wpis