Pląsy w oku

Raz w roku pojawiam się na ulicy Wejhera, w Wojewódzkiej Poradni Leczenia Zeza i Niedowidzenia aby sprawdzić, czy moje oczy dobrze widzą. Kiedy byłem tam w ubiegłym roku, byłem niemalże pewien, że coś się zmieniło na lepsze, że moje oczy widzą już lepiej, że mogę zmienić szkła na lżejsze, albo w ogóle z nich zrezygnować. Bo w sumie dlaczego nie, skoro okulary zdejmuję tylko do mycia, spania i pływania, skoro tak pilnie je noszę? Okazało się jednak, że nic z tego. Wada jaka była, taka pozostała, a wraz z nią szkła i okulary.

Idąc na na dzisiejszą kontrolę nie spodziewam się niczego innego…O 8:40 staję przed okienkiem rejestracji i oznajmiam, że już przyszedłem. Pani szykuje moją kartę i zaprasza …Przeczytaj cały wpis

Pełna kulturka w nowym roku

Ufff, wiem… okropnie długo mnie tu nie było. Ale to wcale nie oznacza, że zniknąłem na zawsze. Po prostu czasem tak jest, że dzieje się tyle, że nie mam kiedy usiąść i się do Was odezwać. Innym razem dzieje się tak niewiele, że nie mam o czym pisać. Bywa też tak, że po prostu nie mam weny, a nie chcę wrzucać Wam byle czego.

Miesiąc temu, w ramach kalendarza adwentowego, poszliśmy do Teatru Miniatura na spektakl „Magiczne święta …Przeczytaj cały wpis

The Color Run… done!

Wiem, że po tym jak przyzwyczaiłem Was do codziennych wpisów, ostatnio trochę Was zaniedbuję. Nie obiecuję, że będzie lepiej, ale obiecuję, że będę się starał. Czas po prostu tak szybko leci, że zanim zdążę się do Was odezwać mija okrągły tydzień i tak w kółko. Dopiero co zdobyłem ostatni medal w Biegowym Grand Prix Dzielnic Gdańska, a tu już kolejny bieg, a właściwie biegi. Ale o tym za chwilę.Najtrudniejsze w tych wszystkich biegach jest dotarcie na czas, zaparkowanie samochodu, odebranie pakietu i ustawienie się na linii startu. Zawsze się martwię, że nie zdążę i przegapię mój bieg. To pewnie dlatego, że na mój pierwszy w życiu start przyszedłem spóźniony i ktoś inny odebrał mój pakiet, a ja musiałem pobiec bez numerka. To nie było fajne, dlatego teraz staram się przychodzić przed czasem, choć zdarza mi się (żeby daleko nie szukać… dwa tygodnie temu na piątym etapie Gdańskich Biegów Leśnych), wbiec równo z dzwonkiem.

Jednak dzisiaj jestem …Przeczytaj cały wpis

Finał Biegowego Grand Prix Dzielnic Gdańska 2019

Jest! Udało mi się! Zdobyłem wszystkie medale w tegorocznym cyklu Biegowego Grand Prix Dzielnic Gdańska. Jestem zwycięzcą!Ale od początku… Choć jest niedziela, choć mam już pakiet startowy w garści, choć mój bieg zaczyna się ok 12:00, to wstaję bardzo …Przeczytaj cały wpis

Jestem siłaczem!

Wstaję rano, wyspany i szczęśliwy. Za oknem wita mnie najpiękniejszy widok na świecie. Nie widać domów, nie widać sklepów, nie widać ulic. Widać tylko niebo, drzewa i góry. Dzień dobry Bieszczady!Zamykamy pokój, schodzimy na dół i witamy się z gospodarzami, którzy zdążyli zasnąć zanim my zdążyliśmy wczoraj dojechać. Zjadamy śniadanie i szykujemy się do drogi. To będzie dobry dzień.Po tylu godzinach spędzonych w aucie, dzisiaj nie chcemy do niego wsiadać. Z przełęczy Przysłup Caryński (795 m.n.p.m.), na której znajduje się nasze schronisko, możemy udać się w …Przeczytaj cały wpis

W drogę!

Jest takie miejsce, gdzie dotykając stopami ziemi, rękoma dotykasz nieba. Bieszczady. To wyjątkowe miejsce, jedyne w swoim rodzaju. Miejsce, w którym 12 lat temu poznali się moi Rodzice. Miejsce, gdzie w sierpniu 2007r., minęli się na szlaku do ruin klasztoru w Zagórzu. Miejsce, w którym się w sobie zakochali. Miejsce, bez którego nie byłoby ich, a co za tym idzie, nie byłoby nas, nie byłoby mnie. Miejsce, które wpada w serce i pozostaje w nim na zawsze. Miejsce, gdzie jak mówią, jedzie się tylko raz, a potem już tylko się wraca. Miejsce, do którego Rodzice wracają po jedenastu latach i zabierają nas tam ze sobą.Już za chwilę, już za moment, ruszymy ku wielkiej przygodzie, ale najpierw musimy się do niej dobrze przygotować.

Korzystając z listy niezbędnych rzeczy z poprzednich wyjazdów, z listy rzeczy, które brałem na wakacje w Kiejkutach, z tego, co przychodzi nam do głowy i z tego, co podesłała nam Ciocia …Przeczytaj cały wpis

Śmietan, soczewica i Gdańskie Biegi Leśne po raz trzeci

Ufff, myślałem, że jak mój dwutygodniowy turnus dobiegnie końca, będę miał mnóstwo czasu i wrócę do regularnych wpisów, a tu guzik. Niby nie mam wiele do roboty, a jednak codziennie coś się dzieje. A to wpadnę do jednej Babci, a to do drugiej, a to odwiedzę kumpla Matiego, a to Alusia, a to wskoczę na rower z pedałami żeby poćwiczyć jeżdżenie, a to pojadę na nabożeństwo i grilla do mojego kościoła. Ciągle coś. Tym oto sposobem dojechałem niemal do końca kolejnego tygodnia, a wpisu jak nie było, tak nie ma. To znaczy jest, ale dopiero teraz.Dzisiaj śniadanie serwuje Mama. Kiedy ja przekopuję lodówkę w poszukiwaniu jedzenia, ona szykuje już swoją miksturę i miesza dla mnie ANANASOWĄ …Przeczytaj cały wpis

Ostatni dzień turnusu

Turnus, to okazja, żeby w krótkim czasie, podczas intensywnej pracy, zrobić wielkie postępy. Dlaczego więc niewiele Wam opowiadałem o tegorocznym turnusie? Bo tak naprawdę niewiele się wydarzyło. Choć ostatnie tygodnie miałem wolne od zajęć, także mogłem wypocząć, często byłem zmęczony. Spóźniałem się na poranne zajęcia, bo rano nie mogłem wstać, a kiedy już dotarłem, często …Przeczytaj cały wpis

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie

Tata wyjmuje z lodówki otwarty wczoraj jogurt i próbuje dać mi go na śniadanie. Nic z tego. Wczorajszego jadł nie będę. Czasu jest mało, więc Tata szybko odpuszcza. Stary chowa, wyjmuje nowy. Świeżo otwartą Jogobellę mieszamy z jogurtem greckim i nasionkami chia, i gotowe. Szybko zjadam, myję zęby i mogę ruszać.

Jedziemy na turnus. W tym roku, po raz pierwszy, turnus odbywa się w szkole podstawowej na Kołobrzeskiej. Bardzo mi się tu podoba. Jest czysto, przestronnie, a Panie dbające o porządek są wyjątkowo miłe. Zawsze się do mnie uśmiechną, zamienią słowo, przywitają, kiedy wchodzę i pożegnają, kiedy wychodzę.Wczoraj trzymaliście za mnie kciuki i podziałało. Pięknie pracowałem na wszystkich zajęciach. A dzisiaj …Przeczytaj cały wpis

Całkiem nowe mleko

Choć spać poszliśmy bardzo późno (do 22:00 balowaliśmy na Festiwalu Globaltica), wstajemy bardzo wcześnie. Tak już mamy, szybko się ładujemy. Nikogo jednak nie budzimy, w każdym razie nie specjalnie. Siedzimy w naszym wspólnym pokoju i bawimy się w najlepsze. Ja jestem duży i silny, więc wchodzę na krzesło i ściągam z szafy farmę ze zwierzątkami, którą wygraliśmy kiedyś w konkursie Schleich. Mania jest mała i słaba, więc odbiera farmę ode mnie i stawia na podłodze. Przez zamknięte drzwi, Mama słyszy zdanie „teraz zdejmę drugą farmę” i trochę się niepokoi. Druga farma, którą Antoś dostał od Dziadka, kiedy był małym bobasem, również stoi na szafie, ale przed nią jest wystawa z moich ananasów, wśród nich – jeden szklany. Na wszelki wypadek, Mama wstaje, zdejmuje farmę i przy okazji przynosi mi euthyrox. Jak już się zbudziła, to szkoda jej wracać do łóżka… Tydzień poza domem, bo turnus. Weekend poza domem, bo Globaltica. A porządek sam się nie zrobi. Nastawia pranie, odkurza, rozładowuje zmywarkę, rozpakowuje tobołki z wczorajszego dnia festiwalowego, zamiata, wychodzi z Figą, zmienia nam ręczniki, szykuje dla mnie śniadanie…

Mam ochotę na jogurt malinowy, ale kiedy wchodzę do kuchni, w misce czeka już truskawkowy. Jestem zły i obrażony. Nie chcę tego jeść. Mama ze mną rozmawia (ostatnio rozmowa działała), ale ostatecznie się poddaje, bo żadne słowo nie przynosi oczekiwanego skutku. Nie zmienię zdania. Nigdy!

Zostawiam jogurt i idę ćwiczyć z Kukaszem. Był wczoraj, jest dzisiaj. Jest dobrze!Poćwiczyliśmy, potańczyliśmy, Kukasz poszedł, a ja robię się głodny. Rozmawiam chwilę z Mamą i …Przeczytaj cały wpis