Bez dwóch zdań… hipoterapia jest najfajniejsza na świecie. Właśnie zaczynam pierwsze zajęcia. Jechałem już kiedyś na leżąco na koniku, zrobiłem też całkiem niedawno kółeczko na kucyku, ale teraz po raz pierwszy jestem na prawdziwej hipoterapii.
Zaczynam od poznania koników. Zaglądam do boksów, obserwują ich mieszkańców i głaszczę po chrapach. Nic, a nic się nie boję. Jestem oczarowany zarówno konikami, jak i osobami które tu z nimi pracują.
- Spacer wśród boksów…
- …i pierwsze wejście na ujeżdżalnię.
- Biały konik właśnie się wykąpał, ale ja nie będę na nim jeździł.
- To jest Lalka, ale wszyscy mówią na nią Pumba.
- Koń duży, ale ja się nie boję.
- A teraz witam się z kucykiem. Zaraz będę na niego wsiadał.
Zanim wsiądę na konika, muszę go poznać, podotykać, pogłaskać. Konik też musi najpierw mnie powąchać, żeby dobrze nam było ze sobą. No i jest. Powoli siadam na konika, nie boję się, nie stresuję, nie uciekam. Dzielny zuch jestem. Ot co!
- Poznałem już konika, założyłem fioletowe bryczesy…
- …mogę jechać.
- Potrafię na siedząco…
- …i na stojąco.
- Powoli kończę dzisiejszą przygodę z kucykiem…
- …bo właśnie przyjechał Mateuszek.
Zaczynam od mniejszego. Bliżej ziemi, czuję się bezpieczniej. Robię kilka kółek, kilka postojów, bawię się i uczę. Przyszedł jednak czas na zamianę. Na małego kucyka wsiada Mateuszek, a ja przesiadam się na prawdziwego byka! Tzn. niezupełnie prawdziwego… tak naprawdę jest to koń, a nie był, ale jest niezwykle potężny, szeroki i silny. Lala, bo tak ma na imię będzie woziła nie tylko mnie, ale i Mamę.
- Zanim spróbuję jazdy z Mamą…
- …sprawdzam jak się jeździ w towarzystwie kogoś, kogo nie znam.
- Jest całkiem nieźle, zwłaszcza, że pan ma fajną czapkę 🙂
- Kiedy ja pomykam na wielkim koniu, gdzieś w dole na małego kucyka wsiada Mateuszek.
- Choć jest bardzo dzielny, trochę się jednak boi.
Zanim jednak wsiądzie Mama, idę pojeździć z panem. Może nie będzie tak źle. W sumie nie jest, ale kiedy siedzi się tak wysoko, to Mama wydaje się być bardzo daleko i trochę zaczynam za nią tęsknić. Dlatego fik mik i robimy zamianę. Pan idzie na dół, a Mama wskakuje do góry.
- Dobra mina, do złej gry. Mama okropnie się boi…
- …ale ja jestem bardzo dzielny, więc dajemy radę.
- Hipoterapia
- Tak, to my jeździmy na takim wielkim koniu.
- Taki jestem duży!
- Moja jazda się przedłuża…
- …i powoli zasypiam.
- Na moje miejsce wskakuje Mateuszek z Ciocią Magdą.
Choć zajęcia teoretycznie trwają 30 minut, ja jeżdżę dłużej. Wszystko dlatego, że część osób się spóźnia. Koń zmęczony jeszcze nie jest, więc odpoczywać nie musi, ja za to chętnie skorzystam z jego uprzejmości i zaliczę kilka dodatkowych kółeczek. Pod koniec jestem już zupełna dętka. Wtulam się w Mamę, a powieki mam coraz cięższe. Schodzę z konika, zmieniam ciuszki, gubię fioletowe gatki i jadę na kolejne zajęcia.Mama robi alarm w sprawie moich galotków, które dostałem na pokazie mody. Szkoda, żeby zniknęły tak na amen. Wszyscy już wiedzą, wszyscy szukają i bryczesy szczęśliwie wracają do swojego właściciela, czyli do mnie. A tymczasem, pracuję dalej. Zaraz po hipoterapii rozpoczynam grupowe zajęcia muzyczne z Mateuszem.
Po zabawie, maszerują na naukę mówienia i wzmacnianie mięśni twarzy:
- Masaż zaczyna się od czoła…
- …przez skronie przechodzi na poliki…
- …a kończy się wewnątrz buzi.
- Po masażu czas na naukę mówienia. Krowa robi „muuu”.
Czas na relaks w wannie…
…i na Sali Doświadczania Świata…Jeszcze tylko dwa zajęcia i będę miał już wolne. Zaczynam od tego, co trudniejsze dla ciała, czyli od rehabilitacji…
…a kończę na tym, co trudniejsze dla głowy, czyli na zajęciach z oligofrenopedagogiem.
- Zaczynamy od czytania globalnego metodą Glenna Domana.
- Nos jest do wąchania
- Kaczki buzia to dziób
- …a to nasza sztuczna trawa…
- …na której rączki posadzą kwiatki.
- A wśród kwiatków lata motyl, który ma… oko, buzię…
Wracam zmęczony i głodny do swojego OREWowskiego mieszkanka, a tu… jedzenie owszem jest, ale spokoju za grosz 😉 Jem obiadek, a Wujek Kobas – tato Ksomitka, uczy mnie liczenia Metodą Glenna Domana.
- Nauka liczenia Metodą Glenna Domana
W końcu nadeszła pora na zasłużony odpoczynek. Zwijam się w kulkę i śpię jak suseł. Po przebudzeniu okazuje się, że wszyscy są już gotowi do drogi. Razem z Antkiem, Rodzicami, Ciociami, Wujkami, Amelką, Szymciem i Jo! idziemy w odwiedziny do p. Agnieszki.
- Kto ma wózek, ten wsiada…
- …a kto nie ma, ten jedzie na rowerze.
- Ciocia Anetka i Szymcio.
- Czworakowanie po trawiastym dywanie
- Kursuję po schodach
- Ja, Amelka i Jonatan
- Atak na gitarę – ja trzymam chwyty, Jonatan będzie szarpał struny
- Stoję bez trzymanki. Brawooo!
- Gitarowe oblężenie
- Amelka
- Ja i mała myszka
U mnie w mieszkanku nie ma schodów, więc nie miałem jak się sprawdzić, ale u p. Agnieszki są. Wchodzę, schodzę, przodem, tyłem, bokiem, z obrotem. Pokonuję je kilka razy i nie mam dość. Chcę mieć schody!
Hej , Pozdrowienia i piątka dla Ciebie Staszku 🙂
Mama często czyta Twoje poczynania i jest pod wrażeniem tego co robisz . Brawo Stasiu 🙂
A wiesz co jednak się poznamy osobiście 🙂 na turnusie w Jadownikach na który jedziemy z Zakątkiem 21( widziałem że ty tez się załapałeś z listy rezerwowej )., a moja mama mówiła że raczej się nie poznamy- a tu mała niespodzianka, mama mówi że cieszy się że Ciebie i Twoją mamę poznamy osobiście .
A mama ma pytanko z innej beczki- a ten turnus na którym jesteście na jakich zasadach on jest ?- ile czasu i kto może się na niego załapać ? i ile kosztuje ?
Pozdrowienia i piątka od naszej dla waszej rodzinki i dla Ciebie Stasiu
http://wpolityce.pl/wydarzenia/53874-ludzie-z-zespolem-downa-nie-sa-gorsi-od-nas-karen-gaffney-otrzymala-tytul-doktora-honoris-causa-uniwersytetu-w-portland
A Wy z tymi wózkami to się umówiliście? Bo chyba wszyscy takie same macie? 🙂