Biegowe Grand Prix Dzielnic Gdańska, etap II, czyli pierwszy start w Biegu Dzieci Młodszych

Dwa lata temu rozpocząłem moją biegową przygodę w Biegowym Grand Prix Dzielnic Gdańska. Pobiegłem raz, spodobało mi się, więc biegałem dalej. Rok 2012, w którym się urodziłem, dawał mi miejsce w Biegu Malucha i powiem Wam, że choć i tak zawsze zamykałem wyścig, to dobrze czułem się w tej grupie. Bieg był wymagający, ale za każdym razem udawało mi się dobiec do mety o własnych siłach. Ostatecznie te 150/200 metrów, to nie tak dużo, nawet dla takiego wiotkiego malucha jak ja.Jednak im się jest starszym, im się jest większym, im bardziej doświadczonym, im sprawniejszym, tym wyżej trzeba stawiać sobie …Przeczytaj cały wpis

Gdańskie Biegi Leśne po raz pierwszy

Kiedy dwa lata temu dowiedziałem się, że na naszej dzielnicy będzie odbywał się jeden z gdańskich biegów, od razu się zapisałem. To było wspaniałe doświadczenie, które dostarczyło mi i moim bliskim wielu pozytywnych emocji i wiele wzruszeń. Od tej pory regularnie biorę udział w Biegowym Grand Prix Dzielnic Gdańska i bardzo Wam polecam to wydarzenie. Jednak o tym, dlaczego tak bardzo lubię brać w nim udział, opowiem Wam dopiero jutro, kiedy wystartuję w pierwszym tegorocznym etapie dzielnicowych zmagań.Dzisiaj natomiast opowiem Wam o całkiem nowym, biegowym …Przeczytaj cały wpis

Czary mary i po zębach!

Pisząc urodzinowego posta, załatwiłem większość spraw, które czekały na załatwienie od kilku miesięcy, a nawet kilku lat. Umówiłem się do specjalistów, których od dawna nie widziałem i odwiedzałem ich przez ostatnie tygodnie. Choć jeszcze nie wszystkie wizyty się odbyły, to czuję, że wreszcie wiem na czym stoję i trzymam moje zdrowie w garści. W tym roku byłem już u okulisty, kardiologa, radiologa i endokrynologa, a dziś ruszam na spotkanie z moją dentystką – prof. dr hab. Katarzyną Emerich.

Dwa lata temu poleciła mi ją ciocia Dorotka. Pełen zaufania, poszedłem jak w dym! I wcale się nie zawiodłem. Wizyta przebiegła bardzo dobrze, a w mojej głowie pozostały same dobre wspomnienia. Na kolejną miałem przyjść za pół roku, ale… w życiu, jak w życiu, bywa różnie. Wróciłem po dwóch latach.

Na wizytę przyjeżdżam 20 minut przed czasem. Dzięki temu mam czas na zjedzenie podwieczorku, napicie się wody i umycie ząbków. Pani pielęgniarka proponuje mi szczoteczkę do zębów, ale jestem przygotowany. Mam i szczoteczkę, i pastę.Kiedy czekam na swoją kolej, zza drzwi słyszę niepokojące …Przeczytaj cały wpis

Odwiedziny u pana Hashimoto

Kiedy 21. września odwiedziłem mojego endokrynologa, nie pisnąłem Wam o tym ani słowa. Inne rzeczy zajmowały nasze serca i nasze głowy, i pisać po prostu się nie dało. Dlatego teraz, pięć miesięcy później, zanim przejdę do dzisiejszej wizyty, napiszę Wam kilka słów o tej wrześniowej.Jak przy każdej kontroli, przyszedłem …Przeczytaj cały wpis

Serce jak dzięcioł

Choć urodziłem się ze zdrowym sercem, podobno zdrowym…, to jak każde dziecko z zespołem miałem przykazane aby raz na jakiś czas je kontrolować, sprawdzać, czy nic się w tej kwestii nie zmieniło, upewniać, że wszystko jest w porządku. Czas mijał, rozwijałem się całkiem nieźle, nie pojawiały się żadne niepokojące objawy, które mogłyby wskazywać na to, że w moim sercu zaszły jakieś zmiany, więc kontrola u kardiologa nie była potrzebna. Jednak przy okazji tworzenia urodzinowego wpisu, doszliśmy z Mamą do wniosku, że może, po tylu latach, warto jednak sprawdzić, co tam stuka w mojej klatce.

Tym razem, aby nie czekać w bardzo długich kolejkach i nie trafić na przypadkowego lekarza, zapisałem się na wizytę prywatną do dr Chojnickiego, prawdziwego guru wśród dziecięcych kardiologów.

Jak to bywa z prywatnymi wizytami, muszę słono zapłacić (250zł), ale za to nie muszę długo czekać na termin, który nie dość że jest bliski, to idealnie zgrywa się z moim grafikiem. Siedząc w czystej, eleganckiej poczekalni, czytam książeczki o Tupciu Chrupciu i czekam aż wezwie mnie najlepszy z najlepszych.Po kilku minutach jestem już w gabinecie. Witam się z panem doktorem, rozbieram od pasa w górę …Przeczytaj cały wpis

Nowe oksy, nowy fryz

W styczniu, choć nie zdążyłem Wam się pochwalić, zaliczyłem kontrolę u okulisty. Zamiast mojej pani doktor, do której chodzę od kilku lat, czekała jakaś inna. Taka, której nie znam. Taka, której nigdy nie widziałem. I choć pani doktor jest naprawdę miła, muszę przyznać, że nie lubię takich niespodzianek, nie lubię zmian.Zmieniła się pani doktor, za to mój wzrok już nie bardzo. Liczyłem na to, że skoro cały czas noszę okulary, skoro nie ściągam ich bez powodu (a jedyny powód, to kąpiel i spanie), to mój wzrok się poprawi, a tymczasem… nic. Wada jest jaka była, a pani doktor nie przewiduje, że mogłoby się to kiedyś zmienić, że nadejdzie taki dzień, kiedy moje oczy będą wszystko świetnie widzieć bez wspomagania. No trudno. Skoro nie mogę chodzić bez okularów, to chociaż kupię nowe. Dlaczego nowe? Ze starych oprawek, Orange by Bergman, byłem naprawdę zadowolony. Pięknie trzymały się moim małym nosku i pasowały do mojej buzi, ale niestety nie były zbyt wytrzymałe. W ciągu ostatniego roku, kilka razy oddawałem je do naprawy. Zepsuły się zauszniki, dwa razy wyłamały się zawiasy. Nie zdążyłem tego naprawić, a z przedniego panelu zaczęła schodzić farba (widać to trochę na pierwszym zdjęciu, a po kolejnych dwóch miesiącach będzie jeszcze gorzej). Popękały gumki zabezpieczające nauszniki, tak, że kłuło mnie za uchem, pękła gumka zabezpieczająca okulary przed zsunięciem.

Także nie tracąc ani chwili, od razu jadę wybrać całkiem nowe …Przeczytaj cały wpis

Matematyczne przygody z Numiconem, czyli 1. dzień zimowych Warsztatów Rozwoju Mowy z Metodą Krakowską i z Numiconem

Od kilku lat, dwa razy w roku biorę udział w Warsztatach Rozwoju Mowy z Metodą Krakowską i z Numiconem organizowanych przez Fundację Wspierania Rozwoju „Ja Też”. To dzięki Waszej obecności i Waszemu wsparciu mogę w nich uczestniczyć za co bardzo Wam dziękuję.

18. lutego, na samym początku drugiego tygodnia ferii, rozpoczynam naukę. Pierwszy dzień nigdy nie jest łatwy, bo z trybu „robię to, co zwykle”, muszę przestawić się na tryb „pracuję dużo, często i bardzo intensywnie”. Poza tym spotykam nowych terapeutów, albo takich, z którymi pracuję tylko na turnusach, czyli raz, dwa razy w roku i trochę trwa, zanim ich poznam, zaufam i zacznę pracować.

Plusem dnia dzisiejszego jest to, że zajęcia zaczynam dopiero o 9:00, więc mam czas żeby dojechać w terminie, minusem jest to, że turnus odbywa się na drugim końcu miasta, więc i tak docieram spóźniony… Pierwsze zajęcia mam z panią Izą. Dla mnie to całkiem nowa osoba, także powoli się rozkręcam i od zera buduję zaufanie, z którego będziemy czerpać przez najbliższy tydzień. Po krótkiej przerwie wskakuję w sportowe ciuchy i śmigam na moje ulubione zajęcia sportowe z Socatots. Gdybym miał …Przeczytaj cały wpis

Magiczna liczba siedem

Czy znasz, czy znasz, magiczną liczbę siedem?
Czy znasz, czy znasz, magiczną liczbę siedem?

Tak jest jeden.
Tak jest dwa.
Tak jest trzy.
Tak jest cztery.
Tak jest pięć.
Tak jest sześć…

…a tak jest siedem, czyli kilka słów o tym, jak to jest być …Przeczytaj cały wpis

1 uśmiech za 1%

Kochani!

Wiem, że dawno mnie tu nie było. Ci, co obserwują mnie na facebooku wiedzą dlaczego zniknąłem. Są takie momenty w życiu, kiedy jest tak ciężko i tak źle, że choćby się chciało, to pisać się nie da. Mam nadzieję, że małymi kroczkami wrócę tu do Was, a Wy, tak jak dawniej będziecie do mnie przychodzić.

Dzisiaj jestem tu po to, żeby Wam podziękować! Za to, że jesteście nawet wtedy, kiedy ja jestem nieobecny. Za to, że mnie wspieracie dobrym słowem. Za to, że opowiadacie o mnie swoim przyjaciołom, uczniom, znajomym. Za to, że komentujecie i udostępniacie moje posty. I wreszcie za to, że dzielicie się ze mną tym, co macie.Dziękuję Kochani za wszystkie prezenty i kartki, które do mnie dotarły. Za zdjęcia wysłane na maila. Za wszystkie zniżki sklepowe, które otrzymałem dlatego, że mnie znacie i lubicie.

Dziękuję za Wasze wsparcie …Przeczytaj cały wpis

Małpie figle, czyli 5. dzień Warsztatów Rozwoju Mowy w Fundacji „Ja Też”

Tak czasem bywa, że nie ma się już na nic siły i zamiast pracować, nie robi się nic. Tak właśnie było wczoraj, czwartego dnia turnusu. Niewiele zrobiłem u Iwony, zupełnie nic u Ady, a do Mateusza nawet nie poszedłem, bo płakałem ze zmęczenia. Mama porwała mnie, utuliła i zabrała do domu, żebym wypoczął i z nową energią, wyspany i zrelaksowany, wrócił dziś.

No i wracam. U Iwony idzie mi powoli. Tak bardzo powoli, że Mama musi napić się kawy. Potem trochę przyspieszam, ale Mamy już nie ma, więc zdjęć i filmów brakuje.

Na zajęciach sportowych Socatots nigdy nie brakuje mi sił, także biegam z piłką, czołgam się przez tunel, rzucam kostką. Zazwyczaj wszystko tak, jak trzeba i kiedy trzeba.

Na przerwie, przed kolejnymi zajęciami, robimy na korytarzu sztuczki. „Wchodzi kominiarz po drabinie…”, albo robaka, co się wije między złożonymi dłońmi. Ale i tak największą furorę robi sztuczka z komarem, którą pokażę Wam za jakiś czas.

Czas na zajęcia z Adą. Nie bardzo się na nie spieszę. Powiedziałbym, że raczej gram na zwłokę. Im dłużej będę szedł, tym mniej czasu zostanie na naukę. Ale Mama mnie zachęca, mówiąc żebym zapytał się Ady, czy zna jakieś sztuczki. Może zna jakieś lepsze niż tata Tadka.

Okazuje się, że zna, ale tylko małpie! Małpie sztuczki i małpie figle. I to od nich zaczynamy dzisiejsze zajęcia! Bo kiedy nie ma siły, kiedy brakuje chęci, kiedy wszystko jest …Przeczytaj cały wpis