Każde kółko to „o”, czyli kontrola u okulisty

Dzisiaj, po kilku miesiącach oczekiwań, czas na kolejną wizytę u okulisty. Zapisując się na nią prawie rok temu, braliśmy co było, nie patrząc, że to środek majówki, dzień wolny i 8:00 rano. Także dzisiaj, kiedy cały dom śpi, my wstajemy z budzikiem i z kurami – o 6:30. Łykam euthyrox, myję się, ubieram i pół godziny później mogę już zajadać moje śniadanko. O 7:30 ruszamy.

Na miejscu jesteśmy przed czasem. Potwierdzamy naszą obecność w rejestracji, siadamy pod gabinetem nr 11 i czekamy aż mnie zawołają. Czekając wcale się nie nudzę. Razem z Mamą czytam książeczki o Marcie. Kiedyś można było kupić je w każdej księgarni, czy kiosku, ale dzisiaj dostępne są tylko tutaj, w poczekalni na …Przeczytaj cały wpis

Baterie naładowane, humor poprawiony, czyli Sunny Money i Ilia na Mini Spring Fest

To, że Mati odejdzie ze Skarszew, wiedziałem od jakiegoś czasu. Wiedziałem, ale nie przyjmowałem do wiadomości, licząc na to, że ten okrutny plan nigdy nie dojdzie do skutku, że coś się zmieni, po to żeby nie musiało się zmienić coś innego. Ale niestety, klamka zapadła, Mateusz jest dziś w Skarszewach po raz ostatni. Po raz ostatni mocno się do niego przytulam i po raz ostatni wskakuję mu na kolana. Po raz ostatni w tym miejscu, bo przecież nie żegnamy się na całe życie. Już dzisiaj spotkamy się na koncercie jednego z najbardziej lubianych przeze mnie zespołów – Sunny Money.

Na występie chłopaków będę już trzeci raz. Za pierwszym i za drugim razem jechałem na ich koncert za góry, za lasy, het het daleko, aż do …Przeczytaj cały wpis

Dobry lizak nie jest zły

Jakiś czas temu, podczas chorobowej wizyty u lekarza, zupełnie przypadkiem, nie moja pani doktor zauważyła, że mam zaległe szczepienie, które trzeba nadrobić. Kalendarza szczepień zwykle pilnuję i wszystko robię terminowo, jak każde zdrowe dziecko. Nie licząc oczywiście czasu, kiedy miałem podejrzenie padaczki. Wtedy, na kilka, czy kilkanaście miesięcy moja pani doktor neurolog, wstrzymała moje szczepienia, żeby sprawdzić, co tam w mojej głowie nie styka. Ale to jedno po prostu nam jakoś umknęło.

Dzisiaj nadrabiam zaległości. Nie narzekam, bo lubię i szczepienia, i panią Jadzię, która je wykonuje. Jestem też bardzo dzielny. Raz jęknąłem i po sprawie. Perspektywa otrzymania naklejki dla najdzielniejszego z najdzielniejszych uspokaja mnie, zanim zdążę się rozpłakać. A oprócz naklejki, dostaję również lizaka.

Lizak zwykle lądował gdzieś w kuchennej szafce, a razem z nim znikała o nim pamięć. Ale nie tym razem! Tym razem lizak idzie ze mną do przedszkola.

Pani Agnieszka pyta, czy mi go otworzyć, a ja na to, że tak. Pyta, czy będę go lizał, a ja na to, że tak. Pani Agnieszka otwiera więc lizaka, a ja wkładam go do buzi. Po chwili wyjmuję go i krzywię się bardzo. Ale zaraz wkładam go z powrotem i mówię, że mi smakuje. A potem wołam do dzieci, ciesząc się ogromnie: „Dzieci! Ja lubię lizaka! Lubię lizaka!”. Tego nie ma niestety na nagraniu, bo nikt się chyba nie spodziewał, że lizak wyląduje w mojej buzi, ale chwilę później p. Agnieszka wzięła telefon i nagrała. Dowód jest i bardzo za niego dziękuję. Lizałem lizaka!

A dla tych, co nie wiedzą, dlaczego lizanie lizaka może być powodem do radości, już przypominam. Jako duży dzidziuś jadłem właściwie wszystko. Mama robiła mi różne mieszanki ze świeżych owoców i warzyw, z różnych ziaren, z owoców suszonych… wszystko jadłem! Jadłem też domowe obiadki bez soli, kostek rosołowych, cukru i innych szkodliwych rzeczy. Wszystko pyszne i zdrowe. A potem z braku czasu, z wiecznego pośpiechu i ciągłej gonitwy, przeskoczyliśmy w słoiki. Miało być na trochę, zrobiło się… trochę długo. Oczywiście już dawno temu Rodzice próbowali wrócić do normalnego jedzenia, ale nic z tego! Mój smak i zapach jest bardzo wyczulony. Lubię tylko to, co znam i tylko to, co znam teraz, a nie kiedyś tam, kiedy byłem jeszcze bobasem. Nowych rzeczy nie próbuję. To, co akceptuję mogę wyliczyć na placach moich rąk i nóg:

  • owsianka Bobovita + mleko, czyli moja kaszka na kolację,
  • kaszka 3 ziarna Babydream, bez cukru, prosto z Niemiec + mleko (druga opcja kolacjowa),
  • jogurcik malinowy Jogobella – to moje śniadanko,
  • jogurcik truskawkowy lub truskawko-poziomkowy Jogobella, to ewentualnie zastępstwo dla jogurtu malinowego,
  • naleśniczki ze słoika Hipp,
  • obiadek żółty, czyli indyk z kluseczkami Bobovita,
  • obiadek biały, czyli cielęcinka Bobovita – to ewentualne zastępstwo dla obiadku żółtego,
  • serki waniliowe – Maćkowy (Mlekpol), Tutti i Danio,
  • owocki Babydream z Rossmanna – bardzo rzadko i tylko te w żółtawych kolorach,
  • banany,
  • a do picia tylko woda.

Także, choć lizak, to sam cukier i samo zło, to jednak przy takim skromnym menu, daje on radość i nadzieję na to, że kiedyś będzie tego jedzenia więcej, że kiedyś będzie lepiej.

Choć mnie nie znają, to jednak kochają

2. lutego stuknęło mi 6 lat. Jeszcze Wam o tym napiszę, ale nie teraz. Teraz, to ja mam ważniejsze rzeczy, którymi chcę się z Wami podzielić.

Skoro to czytacie, to znaczy że wiecie, że od kilku ładnych lat prowadzę swoją stronę. Ale wyobraźcie sobie, że nie jesteście jedyni, którzy wiedzą, czytają i oglądają! Gdzieś tam w Poznaniu jest Szkoła Podstawowa nr 19., a w tej szkole klasa 3a. A w tej klasie wspaniałe dzieciaki: Martyna, Lena, Gosia, Magdalena i Lila. Szymon, Gabi, Filip, Kuba i drugi Filip. Hania, Madzia, Hubert, Marcin i Wojtek. Emil, Kacper, Dawid, Michał i Grześ. Piotrek, Julia, Eryk i Nina, i równie wspaniała Pani Asia. I te cudowne dzieciaki, razem ze swoją Panią przerabiały na lekcji książkę „Mój młodszy brat”. Żeby łatwiej było im zrozumieć o co w tym wszystkich chodzi, co to jest ten dodatkowy chromosom i jak się żyje w jego nieprzerwanym towarzystwie, Pani Asia pokazała im moje filmiki. Dzieciom spodobały się moje youtubowe występy, zwłaszcza cykl z udziałem Maryśki, gdzie pokazuję jaki ze mnie starszy brat. I ja też się im spodobałem, i choć nie znamy się osobiście, to one poznały mnie wystarczająco dobrze, żeby mnie polubić i… przygotować i wysłać do mnie kartki urodzinowe!Po dwóch tygodniach ferii, a właściwie turnusu (o którym Wam jeszcze napiszę) wracam do przedszkola, a tam …Przeczytaj cały wpis

Całkiem nowe okulary

Każdy wie, że okulary trzyma się na nosie, bo nos jest od tego, żeby je nosić. Jednak kiedy ma się mały nos, to ma się duży kłopot. Nie jest łatwo znaleźć okulary, które będą na nim dobrze siedzieć. Moje pierwsze okulary były niestety niewypałem. Choć sprawdzają się u wielu dzieci, u mnie nie zdały egzaminu. Mimo poprawiania, mimo naginania, ciągle zjeżdżały z mojego filigranowego nosa (swoją drogą nie wiem jak to możliwe, że był on widoczny na prenatalnym badaniu USG, skoro teraz ledwo go widać) i zatrzymywały się na jego koniuszku, albo jeszcze niżej. Kiedy tak wisiały, to mi przeszkadzały, więc zwykle lądowały na czole, na szyi, albo gdzieś poza mną. Drugie okulary, również Miraflexy, były o niebo lepsze. Miały ze 100 lat, ale plastik z którego były zrobione był o wiele lepszy niż ten współczesny. Do tego szkła były większe, więc nawet jeśli okulary się trochę zsunęły, to nadal coś niecoś widziałem. Zresztą zsuwały się zdecydowanie rzadziej, niż te pierwsze. Ten plastik był jakiś taki sztywniejszy, mniej elastyczny. Niestety… gdzieś przepadły. Ostatni raz miałem je na sobie 21. stycznia, kiedy jechałem do Gdyni na Dzień Babci. Potem słuch o nich zaginął. Albo wypadły z samochodu, kiedy wysiadałem, albo wrzuciłem je gdzieś na szafę, kiedy odwiedzałem Prababcię, albo już nie wiem. Fakt jest taki, że mój Wujko-Dziadek szukał ich w domu, szukał na dworze, a nawet pytał o nie w OWI, które jest niedaleko. Nikt ich nie widział, nie znalazł, nie oddał. Nadal liczę na to, że się znajdą, ale zanim to się stanie…

…potrzebne mi są całkiem nowe okulary. Takich fajnych, ze starego plastiku, co trzymają się nosa i głowy już nie znajdę, także na Miraflexy nawet nie patrzę. Idziemy szukać w nowym miejscu, tam gdzie wybór okularów dziecięcych jest przeogromny. Optyka – „Galerię Wzroku” poleciła mi Lenka, koleżanka z zespołu, która niedawno kupiła tu swoje nowe oprawki.

Wchodzę do środka i od razu dobrze się czuję. Brakuje mi co prawda bransoletki, którą bawiłem się w salonie na Żabiance i szafki wypełnionej grami, i przemiłego pana, który tam pracuje, ale tutaj też mi się podoba. Zdejmuję czapkę, kurtkę i komin, i siadam przy stoliczku z kredkami i klockami. W tym czasie Mama opowiada dwóm paniom (Kamili i Oli) czego szukamy i czego unikamy. Jaki jest problem z moimi aktualnymi oprawkami i co możemy zrobić żeby go uniknąć.

Tutejsze gabloty są pełne dziecięcych oprawek, także mam z czego wybierać. Tym razem bez Marysi (zabranie jej na pierwsze okularowe zakupy okazało się być wielkim błędem, bo Maniuta strasznie płakała i nie mogliśmy się porządnie zastanowić i na spokojnie wybrać), bez pośpiechu i bez nerwów. Przymierzam wszystko, co ma szansę spełnić moje oczekiwania i wszystko co mi się podoba. W sumie wkładam na nos …Przeczytaj cały wpis

Co mi powiesz, panie Hashimoto?

Po kilku wizytach, zrobieniu wielu badań, ośmiokrotnemu zwiększeniu dawki euthyroxu, uspokojeniu pożerającej siebie tarczycy i kilku miesiącach przerwy, czas na kolejną kontrolę.

Na trzy dni przed wizytą robię badanie krwi. Choć uwielbiam kuj kuje, pobranie krwi jest potwornie bolesne i wcale mi się nie podoba. Tak to już ze mną jest, że idę z uśmiechem, a potem następuje zderzenie z rzeczywistością. Żył wcale nie widać i pielęgniarki szukają ich po omacku, tj. wbijają igłę i kręcą nią pod skórą tak długo aż na nią natrafią. Nie jest fajnie. Nie polecam. Nie mam wyjścia.

Za to wyniki są całkiem dobre:

  • 25 -hydroksywitamina D w surowicy – 19.6 ng/ml
  • Hormon tyreotropowy (TSH) – 0.941 uU/ml
  • Wolna tyroksyna (FT4) – 15.55 pmol/l

Do endokrynologa idę w piątek na 11:00. Kiedy w lipcu klepaliśmy termin na styczeń, nie mieliśmy pojęcia, że w tym samym dniu będzie się odbywał w przedszkolu Dzień Babci i Dziadka. Także dzisiejszy grafik mam mocno napięty i sporo niepokoju o to, czy wszędzie uda się zdążyć.

Dzień zaczynam od zajęć prowadzonych Metodą Krakowską. Godzinka z Dagą i pół godziny z Magdą, i muszę lecieć dalej. Od stycznia, wizyty w GUMedzie są umawiane na konkretne godziny, także pędzimy, żeby zdążyć zaparkować (co pod Akademią Medyczną nie jest wcale łatwe) i dojść na miejsce na czas. Jesteśmy kilka minut wcześniej. Pokój pielęgniarki jest pusty (tzn. bez pacjentów), także wchodzę na mierzenie i ważenie.

Na moje nieszczęście okazuje się, że …Przeczytaj cały wpis

Zamykamy rozdział pt. „padaczka”

Rok temu miałem mieć wizytę u mojej ulubionej pani neurolog – dr hab Mazurkiewicz. Na moje nieszczęście, kiedy ja czekałem na nią pod drzwiami, ona wcale nie czekała po ich drugiej stronie. Ja byłem, ale pani doktor nie było. Było za to zastępstwo z inną, również bardzo miłą panią doktor, która jednak nie znała ani mnie, ani mojej neurologicznej historii. Także opowiedziałem pokrótce o tym, co tam, Mama trochę dodała, resztę pani doktor doczytała w mojej kartotece i obejrzała na moim youtube, i tym sposobem, po krótkim spotkaniu, dostałem skierowanie na badanie EEG.Po co komu takie badanie? Ano po to, żeby sprawdzić, co tam siedzi w głowie. Miałem już takie jedno kilka lat temu. Nie wspominam go dobrze, a właściwie wcale nie wspominam, bo tak dawno to było. Jednak gdybym cokolwiek pamiętał, to myślę, że badanie wspominałbym źle, bo to naprawdę nic przyjemnego. Byłem wtedy okropnie zmęczony (musiałem taki być, żeby zasnąć w takich warunkach), taki zmęczony jak nigdy przedtem i nigdy potem, a jakby tego było mało, to nałożyli mi na głowę okropny czepiec z klockami wysmarowanymi zimną galaretą. Na szczęście cała ta skomplikowana operacja mnie nie zbudziła, jakby zbudziła byłoby po ptokach.

Na plus jest to, że badanie się udało (przy drugim podejściu, drugiego dnia), zapis był długi i wyraźny, i nie trzeba było go więcej powtarzać. Całe badanie przespałem, a wyniki były całkiem dobre, choć może nie idealne. …Przeczytaj cały wpis

O każdej porze lubimy nad morze

Muszę Wam powiedzieć, że nie docenialiśmy tego naszego morza, czy raczej zatoki, nad którą leży Gdańsk. Na plażę jeździliśmy raczej rzadko, nie więcej niż kilkanaście razy w roku, często nawet mniej. Choć żyjemy w Gdańsku, to wypad nad morze wydawał się wielką wyprawą. To dlatego, że mieszkamy na złym końcu miasta i dojazd zajmuje nam minimum 30 minut. Do tego, przy plaży często jest problem z parkowaniem. Miejsca albo są płatne, albo daleko, albo nie ma ich wcale. Poza tym latem na plaży jest tłum mieszkańców Trójmiasta i jeszcze większy tłum turystów, a do tego tona śmieci. W pozostałych porach roku jest luźniej i czyściej, za to zdecydowanie zimniej, co akurat mi wcale nie przeszkadza (o czym za chwilę się przekonacie), no i szybko robi się ciemno, co też wcale nie jest przeszkodą, za to świetną wymówką.Tymczasem chodząc na nogach, wbrew pozorom …Przeczytaj cały wpis

Wielkie dzięki za Twój wkład w mój rozwój

Kochani Czytacze, Wspieracze, Pomagacze! Z całego serca, ze wszystkich sił… dziękuję! Na moje fundacyjne konto wpłynęły ostatnie procenty z Waszego podatku.

Z całego serca dziękuję Wam za Wasz wkład w mój rozwój, za to, że 354 spośród Was, podzieliło się ze mną 1% swojego podatku. Za to, że chce się Wam wypełniać tę dodatkową rubrykę w Waszym picie. Dziękuję także tym, którzy moją prośbę ponieśli dalej, rozdając moje ulotki, czy udostępniając mój apel. Dziękuję za przedstawianie mnie Waszym znajomym …Przeczytaj cały wpis