Gałgan, łobuz i ladaco

Niech Was nie zwiedzie ten elegancki strój i czarujący uśmiech. Nie jestem taki grzeczny na jakiego wyglądam. Zwłaszcza ostatnio. Ostatnio jestem gałganem, łobuzem, ladaco.Wiecie już, że starszaki w moim przedszkolu to sowy. Każda grzeczna sowa, ale taka naprawdę bardzo grzeczna, najgrzeczniejsza …Przeczytaj cały wpis

Każde kółko to „o”, czyli kontrola u okulisty

Dzisiaj, po kilku miesiącach oczekiwań, czas na kolejną wizytę u okulisty. Zapisując się na nią prawie rok temu, braliśmy co było, nie patrząc, że to środek majówki, dzień wolny i 8:00 rano. Także dzisiaj, kiedy cały dom śpi, my wstajemy z budzikiem i z kurami – o 6:30. Łykam euthyrox, myję się, ubieram i pół godziny później mogę już zajadać moje śniadanko. O 7:30 ruszamy.

Na miejscu jesteśmy przed czasem. Potwierdzamy naszą obecność w rejestracji, siadamy pod gabinetem nr 11 i czekamy aż mnie zawołają. Czekając wcale się nie nudzę. Razem z Mamą czytam książeczki o Marcie. Kiedyś można było kupić je w każdej księgarni, czy kiosku, ale dzisiaj dostępne są tylko tutaj, w poczekalni na …Przeczytaj cały wpis

Zamykamy rozdział pt. „padaczka”

Rok temu miałem mieć wizytę u mojej ulubionej pani neurolog – dr hab Mazurkiewicz. Na moje nieszczęście, kiedy ja czekałem na nią pod drzwiami, ona wcale nie czekała po ich drugiej stronie. Ja byłem, ale pani doktor nie było. Było za to zastępstwo z inną, również bardzo miłą panią doktor, która jednak nie znała ani mnie, ani mojej neurologicznej historii. Także opowiedziałem pokrótce o tym, co tam, Mama trochę dodała, resztę pani doktor doczytała w mojej kartotece i obejrzała na moim youtube, i tym sposobem, po krótkim spotkaniu, dostałem skierowanie na badanie EEG.Po co komu takie badanie? Ano po to, żeby sprawdzić, co tam siedzi w głowie. Miałem już takie jedno kilka lat temu. Nie wspominam go dobrze, a właściwie wcale nie wspominam, bo tak dawno to było. Jednak gdybym cokolwiek pamiętał, to myślę, że badanie wspominałbym źle, bo to naprawdę nic przyjemnego. Byłem wtedy okropnie zmęczony (musiałem taki być, żeby zasnąć w takich warunkach), taki zmęczony jak nigdy przedtem i nigdy potem, a jakby tego było mało, to nałożyli mi na głowę okropny czepiec z klockami wysmarowanymi zimną galaretą. Na szczęście cała ta skomplikowana operacja mnie nie zbudziła, jakby zbudziła byłoby po ptokach.

Na plus jest to, że badanie się udało (przy drugim podejściu, drugiego dnia), zapis był długi i wyraźny, i nie trzeba było go więcej powtarzać. Całe badanie przespałem, a wyniki były całkiem dobre, choć może nie idealne. …Przeczytaj cały wpis

Wielkie dzięki za Twój wkład w mój rozwój

Kochani Czytacze, Wspieracze, Pomagacze! Z całego serca, ze wszystkich sił… dziękuję! Na moje fundacyjne konto wpłynęły ostatnie procenty z Waszego podatku.

Z całego serca dziękuję Wam za Wasz wkład w mój rozwój, za to, że 354 spośród Was, podzieliło się ze mną 1% swojego podatku. Za to, że chce się Wam wypełniać tę dodatkową rubrykę w Waszym picie. Dziękuję także tym, którzy moją prośbę ponieśli dalej, rozdając moje ulotki, czy udostępniając mój apel. Dziękuję za przedstawianie mnie Waszym znajomym …Przeczytaj cały wpis

Anioł przemówił…

…szeptem, ale jednak!

Dzisiaj w przedszkolu są Jasełka. W tym roku, z racji swej anielskiej cierpliwości okazywanej Rodzeństwu, zostałem aniołem. Mama jakoś nie specjalnie martwi się strojem, bo kilka lat temu, na wyprzedaży poświątecznej kupiła za pół ceny aureolkę i skrzydła (takie cuda w Nanu Nana), które czekały sobie w szafie na swoje pięć minut. 5 minut nadeszło, ale… przecież coś do tych skrzydeł trzeba ubrać! Nie mam starszej siostry od której mógłbym wziąć starą sukienkę, albo chociaż spódnicę, a na szukanie po koleżankach jest już za późno. Mama nie śpi w nocy, tylko główkuje. O świcie przychodzi natchnienie! Wkładam letnią sukienkę mojej Mamy! Mamie sięga ona przed kolan, ale dla mnie to prawdziwa anielska alba ciągnąca się po ziemi. Do tego bluzka z długim rękawem pożyczona od Maniuty, skrzydła, aureola i gotowe! Anioł jak malowany!Strój mi się naprawdę podoba. Tak bardzo, że naciągam kurtkę na kieckę i skrzydła, i nie wkładam czapki – zamiast niej mam aureolę. Tak wyszykowany jadę do przedszkola. Okazuje się jednak, że do przedstawienia mam kilka godzin, także chcąc nie chcąc, muszę porzucić moje anielskie szaty i zamienić się w zwykłego Stasia.

Ok 14:00 znów jestem aniołem, a razem ze mną – moje przedszkolaki. Wszystkie piosenki mam wykute na blaszkę, także śpiewam głośno i wyraźnie z całą grupą starszaków. Choć śpiewamy w chórze, wszyscy razem, to Mama dobrze słyszy mój anielski głosik i jak to Mama, bardzo się wzrusza. Dwa lata temu na jasełkach byłem królem. Rolę swoją znałem, ale pani Marta, która była wówczas nauczycielem wspomagającym, chyba nie miała do mnie wystarczająco dużo zaufania, bo zamiast dać mi mówić samemu, stała obok niczym sufler i mówiła powoli mój tekst, a ja, nie mając innej możliwości, po prostu powtarzałem. Rok temu byłem pastuszkiem. Rolę miałem długą i wykutą na blaszkę, ale zjadła mnie trema i nie powiedziałem ani słowa. W tym roku jestem aniołem niosącym nadzieję i jedyne, co mam powiedzieć, to „NADZIEJA” właśnie. Onieśmielony wielką publicznością, zamykam się w sobie i… i prawie nic bym nie powiedział, ale z pomocą przychodzi mi p. Kasia. Kuca przy mnie, przytula i podpowiada na uszko „nadzieja”, a ja niewiele głośniej mówię w stronę widowni, szeptem jak na anioła przystało moją króciutką kwestię – „nadzieja”.Przestawienie za nami. Mama dumna jak paw, cieszy się, że tym razem odważyłem się coś powiedzieć. Szczęśliwa, bo to w sumie ostatnia okazja w tym przedszkolu. Od września najprawdopodobniej pójdę do nowego przedszkola, do nowych dzieci i nowych pań, za to z moją starą Maniutą 🙂Na Jasełka dotarła reprezentacja mojej Rodziny – Mama, Tata i Marysia (Antoś niestety ma dziś na później, więc w czasie mojego przedstawienia jest w szkole), Dziadek Michał (Babcia Asia niestety ma dzisiaj strasznie dużo lekcji, wiec zamiast na Jasełkach, siedzi w pracy) i Babcia Bożenka. Jednak pięć osób, to i tak całkiem dużo, także nie narzekam. Cieszę się tym, co mam.Na koniec wręczam jeszcze prezent Rodzicom. A nawet dwa prezenty. Jeden z nich to kalendarz, który powiesimy w kuchni ii będziemy w nim wszystko zapisywać, żeby o niczym nie zapomnieć. Drugi, to własnoręcznie wykonana ozdoba choinkowa, która pięknie prezentuje się na naszej domowej choince.

Przedstawienie się skończyło, jedzenie też – to znak, że czas już wracać do domu. Schodzę do szatni, a tam mój kumpel Wojtuś. Ubiera się powoli, bo czeka na mnie. Mówi, że nigdzie nie pójdzie, dopóki ja nie pójdę. Ostatnio, kiedy spakowałem bluzę do torby i naciągnąłem kurtkę na koszulkę, Wojtuś zrobił to samo. Powiedział mamie, że nie ubierze bluzy, bo chce tak jak Staś 🙂 A potem, kiedy ja wyszedłem już na dwór, Wojtuś nie czekając na swoich, zrobił to samo! Zszedł nawet ze mną po schodach! A kiedy zobaczył swoją mamę na ich szczycie, pozwolił sobie odprowadzić mnie do samochodu. Dosłownie do samochodu, bo wsiadł razem ze mną. Wojtuś to całkiem zdrowy, fajny, kontaktowy i wygadany chłopak. Wojtuś bardzo mnie lubi i lubi robić to, co ja. Ja też bardzo lubię Wojtusia. Dzieci nie mają uprzedzeń, jeśli rodzice też ich nie mają. Kto się oswoi, ten się nie boi!

Jedne zabawki trafiają na półkę, a inne prosto do serca, czyli parę słów o króliczku Alilo

Czasem tak się zdarza, że ktoś doceni moją pracę i w ramach podziękowania za to co robię, da mi coś w prezencie. Za każdy prezent zawsze dziękuję, każdy jest dla mnie ważny i każdy jeden doceniam. Dzisiaj opowiem Wam o jednym z nich.Pół roku temu, z okazji Dnia Dziecka, dostałem jeden z najwspanialszych prezentów w życiu. Firma Alilo podarowała mi wspaniałego króliczka – Alilo Honey Bunny. Mój królik …Przeczytaj cały wpis

Pływać, czy nie pływać? Oto jest pytanie!

W zeszłym roku byłem świetnym pływakiem. Czułem się w wodzie jak, jak, jak… jak ryba! Jak ryba w wodzie! Uwielbiałem chodzić na basen, uwielbiałem moją grupę, uwielbiałem pana Michała, uwielbiałem pływać! Tuż przed wakacjami coś się zaczęło psuć. Nie z grupą, nie z basenem, nie z panem Michałem, tylko ze mną. Coś przestało mi pasować i nikt nie wiedział co. Ja chyba też nie do końca.Po wakacjach, wypoczęty i stęskniony wróciłem z uśmiechem na ustach. Ale tylko w planach, bo kiedy przyszło do realizacji …Przeczytaj cały wpis

Pogaduszki z Pietruchą

Kiedy człowiek przez trzy dni jeździ na turnus, to musi potem porządnie odpocząć. Tym bardziej, jeśli po dwóch dniach przerwy będzie jeździł dalej. Najlepszym odpoczynkiem jest leżenie plackiem i nicnierobienie, albo wręcz przeciwnie – dzikie szaleństwo. Ja wybieram opcję numer dwa razy dwa. Dzisiaj śmigam na Stare Miasto na koncert Julii Pietruchy, a jutro do Starogardu na koncert Sunny Money.Tak bardzo nie chcemy się spóźnić, że przyjeżdżamy …Przeczytaj cały wpis

237 km. od domu, bez rodziców, bez rodzeństwa…

…czyli najlepsze wakacje na świecie! Wiecie co jest najgorsze w byciu niepełnosprawnym? To, że wiele rzeczy Cię omija. To, że chciałbyś coś zrobić, ale nie możesz. Chciałbyś pobiec, ale mięśnie w nogach za słabe. Wspiąć się na najwyższe …Przeczytaj cały wpis

Biegowe Grand Prix Dzielnic Gdańska – etap III

Jestem na miejscu i coraz bardziej jestem przygotowany. Dojechałem mając zapas czasu i bez problemu odbieram mój pakiet startowy. Nie pozwolę żeby przypadł komuś innemu. Mam zestaw ubrań na wypadek upału i ulewy. Zabieram też jedzenie, bo choć rozdają tu kupony na obiad, to przecież żaden z nich nie upoważnia do odbioru …Przeczytaj cały wpis